„Suma szczęścia musi się najwyraźniej zgadzać”
Dobre nastroje w Ciścu, bo po zmianie trenera beniaminek wyraźnie odżył i zaczął równorzędnie konkurować z innymi uczestnikami rozgrywek „okręgówki”.
A co najważniejsze – gromadzić punkty, których aktualnie ma na koncie już 10. O maksymalną ich ilość zespół z Ciśca wzbogacił się w weekend w Łękawicy, ale musiał ciężko się napracować, by wyjechać z trudnego terenu z tarczą. – Różnie się to mogło skończyć i trzeba mieć tego świadomość. Przy stanie 1:1 rywal na nas ruszył i mógł przechylić szalę na swoją korzyść. Pociliśmy się, nie było łatwo, ale ostatecznie te punkty wyszarpaliśmy – wspomina Krzysztof Bąk, szkoleniowiec Maksymiliana.
Jak dodaje, zdobycz z Łękawicy stanowi w pewnym sensie rekompensatę względem wcześniejszych spotkań, bo zarówno z GKS-em Radziechowy-Wieprz, jak i LKS-em Leśna beniaminek mógł punktować w większym wymiarze. – Powiedziałem w szatni drużynie, że suma szczęścia z reguły musi się na koniec najwyraźniej zgadzać. Musieliśmy ten mecz wygrać, bo w przeciwnym razie zrobiłoby się bardzo nerwowo dla nas – przyznaje trener Maksymiliana. – Dużo pracy ciągle przed nami. Chcemy grać ładnie dla oka, ofensywnie, operując piłką. Ale przychodzą takie momenty, gdy potrzeba przede wszystkim poprawy wyników i wtedy wygląda to nieco bardziej zachowawczo – dopowiada Bąk.
Już w niedzielę 4 października przez zawodnikami z Ciśca realna szansa na kolejny łup. Domową dla reprezentanta Żywiecczyzny będzie konfrontacja z innym beniaminkiem w stawce – zamykającym aktualnie tabelę Strażakiem Dębowiec.