SportoweBeskidy.pl: Emocje pewnie już trochę opadły po wielkim otwarciu w Ślemieniu – z czego najbardziej się cieszycie patrząc na ten imponujący obiekt?

Tomasz Wiśniewski:
Myślę, że z samego powrotu do domu. Półtora roku nas tu nie było, a to naprawdę szmat czasu. Nie zmarnowaliśmy go i dziś nasza społeczność cieszyć się może obiektem, który będzie na długie lata służył także młodzieży i zachęcał ją do tego, aby garnęła się do sportu.

SportoweBeskidy.pl: Można powiedzieć, że drużyna w „okręgówce”, a inwestycja jednak daleko poza ten poziom wykraczająca.

T.W.:
To, że dalej w lidze okręgowej jesteśmy uważam za nasz sukces. Trzeba pamiętać, że graliśmy w ostatnim czasie na obcym terenie. Musieliśmy to wszystko jakoś pospinać, zarówno pod względem finansowym, jak i organizacyjnym. Komuś może się wydawać, że to żadne wyzwanie na tym poziomie, ale to my w klubie wiemy, ile wysiłku nas ta cała sytuacja kosztowała. Dostaliśmy teraz takiego pozytywnego wiatru i trudno jest tak do końca ochłonąć.

SportoweBeskidy.pl: Postrzega prezes tą zakończoną budowę również jako swój osobisty sukces?

T.W.:
Ja mogę powiedzieć ze swojej perspektywy, że kosztowało mnie to ogromnie dużo pracy społecznej. Nie robię tu w klubie żadnego swojego interesu, bo gdybym zliczył ten czas poświęcony i próbował przełożyć go na pieniądze, to pewnie miałbym dziś Mercedesa i to całkiem dobrej klasy (śmiech). Pomagałem, jak tylko mogłem, bo chciałem, aby ten obiekt w Ślemieniu powstał. Nie było dla mnie problemem ładować piasek i pracować fizycznie, gdy była taka potrzeba. W tym tkwi moim zdaniem podłoże sukcesu, który zawdzięczamy wielu osobom.

SportoweBeskidy.pl: Z tego, co sobie przypominam, nie wszyscy wierzyli, że się wam to uda...

T.W.:
Pamiętam, jak na szczeblu wojewódzkim jako delegat z Żywiecczyzny do Zrzeszenia Ludowych Zespołów Sportowych mówiłem o tej inwestycji jako naszym wielkim planie. Prezes Andrzej Wojtanowicz i były prezes Andrzej Sadlok nie do końca byli przekonani, że to się ziści. W niedzielę pojawili się na uroczystościach i wypowiadali się z uznaniem o tym, co zobaczyli. Takich pozytywnych ocen otrzymaliśmy mnóstwo. Zachwycony był Marek Motyka, który ma przecież korzenie rodzinne w Ślemieniu. Zaprosiłem go na niedzielę i też nam gratulował. Mówił, że takie boisko w tak małej miejscowości, to wybitne dokonanie na skalę kraju. A wie co mówi, bo w różnych miejscach na piłkarskiej mapie w swoim życiu był. W sobotę odwiedził nas choćby uznany trener boksu Zbyszek Raubo, też wywodzący się ze Ślemienia. Zrobiliśmy coś fajnego i dostrzeganego.

SportoweBeskidy.pl: A lokalna społeczność?

T.W.:
Najlepszym dowodem moim zdaniem na wagę tej inwestycji było zaangażowanie lokalnych firm, które w charakterze podwykonawców pomogły generalnemu inwestorowi. Ciężki był to projekt, wymagający podejmowania czasem niełatwych decyzji. Przed weekendem gościł tu minister Grzegorz Puda. Był trochę nawet zaskoczony, że zamknęliśmy inwestycję kwotą 7,5 mln zł, bo nie tak dawno wizytował obiekt wybudowany za 12 mln zł, który aż tak imponująco się nie przedstawiał. Nie byłoby to możliwe bez tego wielkiego wkładu lokalnego i pilnowania, aby pieniądze były wydatkowane racjonalnie.

SportoweBeskidy.pl: To, jakie teraz wyzwania przed wami?

T.W.:
Na ten moment przede wszystkim zeszło ciśnienie i wrócił spokój, którego długo nie było. Praktycznie 2 lata miałem wyjęte z życia, poświęcając swój czas prywatny i rodzinny. Mamy obiekt topowy, na najwyższym poziomie. Fama zresztą się już szybko niesie. Są pierwsze 4 kluby chętne do trenowania u nas podczas ferii zimowych, bo dzięki 120 miejscom noclegowym na obiekcie takie możliwości są. Będziemy więc chcieli to wykorzystać, jednocześnie mając super warunki do treningów naszych drużyn.

SportoweBeskidy.pl: To na koniec – czy zmiana trenerska Jakuba Nosala na Macieja Mrowca na ławce Smreka wyszła na dobre?

T.W.:
Zdecydowanie tak uważam. Mamy trenera z olbrzymim doświadczeniem, cieszącego się szacunkiem w szatni. Uczciwie jednak powiem, że nastawiamy się na utrzymanie, bo pospinanie wszystkiego naraz nie jest łatwą sztuką. Odczuliśmy podczas meczu z Wisłą Strumień, że boisko o wymiarach 105x68 to kawał placu i trzeba trzymać taktykę, aby się nie pogubić. Przyjdzie moment, że będziemy punktować regularnie i jestem przekonany, że zrealizujemy główny cel.