Totalna demolka
W Milówce wyłoniony został drugi finalista Pucharu Polski na Żywiecczyźnie, tym samym przeciwnik na decydujące starcie dla GKS-u Radziechowy-Wieprz.
Miało być widowisko i duże emocje w walce o finał, tymczasem rywalizacja Podhalanki z Borami przebiegła wedle nieoczekiwanego scenariusza. Wyraźnie lepiej w meczowych okolicznościach wczesnego środowego popołudnia odnaleźli się gospodarze, którzy z łatwością zgarnęli finałową przepustkę...
– Nastawienie w szatni przed spotkaniem było bojowe i wierzyliśmy, że zagramy dobrze i sobie poradzimy. Ale mecz ułożył się tak, jak się ułożył i szybko było widać z boku boiska, że ciężko będzie podjąć nam walkę. I też przyznać trzeba niestety, że jej nie było – zaznacza Sebastian Gruszfeld, szkoleniowiec gości z Pietrzykowic, którzy doznali w Milówce klasycznego, ciężkiego nokautu.
Jakiekolwiek nadzieje Borów zostały ograniczone do minimum po 180. sekundach dzisiejszej rywalizacji. Na wstępie gospodarze rozegrali wyśmienitą akcję, którą po podaniu od Wojciecha Drewniaka spuentował Mikołaj Stasica. Nim piłkarze z Pietrzykowic się otrząsnęli Michał Motyka wyciągał piłkę z siatki po formalności Dominika Słowika, któremu zadanie poważnie ułatwił Michał Tomaszek. Kwadrans to błąd w „16” Jakuba Sołtysika, któremu futbolówkę rywal odebrał, a grono strzelców goli zasilił Marek Tabacarz. – Wyglądało to z naszej strony totalnie bezpłciowo. Nie przerywaliśmy akcji, a gdy już to zrobiliśmy, to dopuszczaliśmy się przedziwnych zachowań blisko naszej bramki. Katastrofa... – dodaje Gruszfeld.
Ze spokojem tymczasem Podhalanka jeszcze dobiła przyjezdnych. W 38. minucie trafił powtórnie Tabacarz, w 52. minucie strzelanie w drugiej części zainicjował Stasica, a wreszcie krotko po godzinie Pietrzykowiczanie tak niechlujnie organizowali się w defensywie, że nawet dość wolne tempo i czytelne rozegranie stałego fragmentu przyniosło efekt w postaci ustalenia rezultatu na 6:0. Hat-tricka skompletował wówczas Tabacarz.