I właśnie przez wzgląd na długo „wahający się” wynik w derbowej rywalizacji Drzewiarz i Spójni mecz nie był całkowicie rozczarowujący z kibicowskiego punktu widzenia. – Nie ma się co czarować. Wielkiego widowiska nie stworzyliśmy, a do bramkowych sytuacji zbyt często nie dochodziło – przyznaje Krystian Odrobiński, szkoleniowiec gości z Landeka.

Już w 4. minucie spotkanie mogło ułożyć się po myśli Spójni. Szymon Kubica główkował w bramkarza jasieniczan Marcina Kubinę, który poradził sobie również z dobitką Jakuba Puzonia. Z zaczepnych akcji obu zespołów nie wynikało jednak generalnie nic szczególnego. Wyjątek to 28. minuta, którą oznaczył trafieniem dla Drzewiarza Bartłomiej Ślosarczyk. Gol ten miał zarazem rzadką urodę, bo pomocnik miejscowych efektownie przymierzył z linii pola karnego.

Także po przerwie jako pierwsi okazję wypracowali sobie landeczanie. Główka Kubicy i tym razem padła łupem pewnego dziś między słupkami golkipera konkurenta. Dopiero w 63. minucie Kubina skapitulował, pokonany przez... własnego obrońcę Kajetana Jendryczkę. Do błędu defensora doprowadził poniekąd „centrujący” w pobliże bramki Mariusz Masternak. Końcówka meczu była emocjonująca. W 85. minucie w następstwie rzutu z autu w dogodnej sytuacji znalazł się Szymon Kondziołka, lecz gospodarze zdołali wybrnąć z opresji. A wkrótce zadali rozstrzygający cios. O punktach dla Drzewiarza przesądził strzał Dariusza Łosia.

Derbowy sukces pozwolił jasieniczanom przeskoczyć w tabeli sąsiada zza miedzy. Spójnia wciąż nie może tymczasem „odpalić” na miarę wyników uzyskiwanych w sezonie ubiegłym. – Dziś ewidentnie szczęście nie było przy nas. Zarówno przy stanie 0:0, jak i 1:1 mogliśmy strzelić gola – zaznacza Odrobiński.