Z 0:2 na 4:2
„Dwójka” Podbeskidzia źle rozpoczęła sparing z IV-ligowcem z Andrychowa, ale zdołała się w porę obudzić.
– Myślami byliśmy nie na boisku, a najwyraźniej małe zamieszanie w związku z tym, że na mecz nie dotarli sędziowie, wywarło na nas negatywny wpływ. Beskid przewyższał nas w kontakcie bezpośrednim, górował zdecydowaniem i szybkością – opowiada Tomasz Górkiewicz, szkoleniowiec bielskich rezerw.
Po kilkunastu minutach rywalizacji gospodarze przegrywali już 0:2. Otwarcia wyniku dokonali finalizacją z 5. metra, podwyższenia – kontynuacją akcji po rzucie rożnym i celną główką przy braku odpowiedniego krycia ze strony zawodników Podbeskidzia II. Co ciekawe, zanim Beskid przejął inicjatywę, rezultat zmienić mogli „Górale”, bo bliski powodzenia przy strzale w słupek był Grzegorz Janusz. Ten właśnie napastnik V-ligowca w 30. minucie dopiął swego, zmniejszając dystans do przeciwnika uderzeniem „z wapna”.
Na drugą odsłonę trener „dwójki” Podbeskidzia desygnował na murawę niemal w całości nowy skład, za wyjątkiem pozostającego filarem defensywy Kornela Osyry. Przewaga Bielszczan w tym fragmencie sparingu była niepodważalna, czego konsekwencją kolejne zdobywane bramki. Wyrównania dokonał Wojciech Szumilas, który ze stoickim spokojem na 5. metrze skorzystał z asysty Krzysztofa Wiesnera. Wspomniany asystent dał wreszcie miejscowym przewagę, solowo wieńcząc podanie Igora Łozińskiego. Rezultat na 4:2 ustalił Szumilas. Bielski zespół wykonywał w tej sytuacji kornera, Łukasz Iciek zagrał wzdłuż pola karnego do doświadczonego kolegi, który lewą nogą wcelował nie do obrony obok słupka. Trafienie odnotował też Łoziński, lecz w tym przypadku zgodnie zasądzono spalonego.
– Uporządkowaliśmy grę i Beskid nam już właściwie nie zagrażał. Lepsza organizacja dała efekt w postaci wartościowego dla nas rozstrzygnięcia – zaznacza Górkiewicz.