Z dużej chmury...
Rozpoczęło się ciekawie, bo kilkadziesiąt sekund po starcie meczu sparingowego GKS-u Radziechowy-Wieprz z Beskidem Gilowice padł gol. Nie był to jednak zalążek szczególnie pamiętnego starcia.
Przywołane zdarzenie to 3. minuta rywalizacji. Przytomnie grę z prawej na lewą stronę przeniósł Igor Handzlik, piłka dotarła do Patryka Pawlusa, który po zwodzie uderzył nie do obrony dla golkipera Beskidu po dalszym słupku. Otwarcie rezultatu może i wzmogło apetyty, ale ani piłkarze GKS-u, ani przeciwnik z a-klasowego pułapu w ofensywie nie byli szczególnie produktywni. Jedna „setka” Gilowiczan to minuta 10., a efekt finalny to udana parada Wojciecha Barcika. Szansa „Fiodorów” to zbyt mocny, a równocześnie za mało dokładny strzał Kacpra Najzera z 12. metra, również sparowany przez Konrada Ficonia.
Po powrocie drużyn do sparingowej potyczki w Wieprzu szybko mógł paść gol podwyższający przewagę ekipy z Radziechów. Akcję Oskara Biernackiego zwieńczyło uderzenie, które po rękach golkipera ostemplowało słupek. Z meczowych emocji... to byłoby na tyle.
– Myślę, że mówienie o słabym spotkaniu nie będzie przesadzone. Boisko na pewno nie ułatwiało zadania obu drużynom, aby budować akcje. Stąd, szukając już pozytywów, wskażę na defensywę i kolejny występ bez bramkowych strat – zauważa trener GKS-u Sebastian Gruszfeld.