Zaczęli dobrze, skończyli...
Czarni Jaworze długo nie ustępowali Iskrze Pszczyna, ale po przerwie ich gra zupełnie się posypała. Gospodarze po 45 minutach rywalizacji remisowali 1:1, by w drugiej części stracić pięć bramek.
- Wstydliwa porażka. Nigdy nie zaznałem takiego uczucia. Można mecz przegrać, ale trzeba trzymać się jakichś zasad. To, co miałem powiedzieć, powiedziałem w szatni. Nie wypada stracić w drugiej połowie pięciu bramek. Od straty gola na 1:2 to nie była moja drużyna, tylko zlepek przypadkowo spotkanych osób - przyznaje Jakub Kubica, trener Czarnych.
Początek spotkania nie zapowiadał tak dotkliwego rozstrzygnięcia. W 15. minucie gospodarze objęli prowadzenie po wysokim odbiorze Patryka Strzelczyka i Szymona Płoszaja. Ten drugi próbował dograć piłkę w pole karne, a interweniujący defensor Iskry skierował ją do własnej bramki. Przyjezdni odpowiedzieli w 30. minucie, finalizując dobrze rozegraną akcję, a do przerwy wynik nie uległ już zmianie.
Po zmianie stron Czarni próbowali wrócić na prowadzenie. W 47. minucie przed szansą stanął Płoszaj, a chwilę później dobrą okazję miał Strzelczyk. Gospodarze nie wykorzystali swoich szans, a w 58. minucie stracili drugą bramkę. Trafienie na 2:1 wyraźnie odmieniło obraz spotkania. Od tego momentu Iskra przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku, a defensywa Czarnych nie potrafiła zatrzymać kolejnych ataków gości. W 67. minucie przyjezdni podwyższyli prowadzenie, a już 2. minuty później było 4:1. Gospodarze nie zdołali przerwać naporu rywali. Ostatecznie Iskra zatrzymała się na wyniku 6:1.