Passa GKS-u, dla obserwatorów ligi zaskakująca, dobiegła w Hażlachu końca. Rozstrzygnięcie to sprawiedliwe z racji przebiegu meczu, w którym miejscowi stworzyli sporo okazji strzeleckich. Na potęgę je marnowali, więc do końca ekipa z Radziechów wierzyć mogła w uratowanie remisu.

W 10. minucie głową uderzył Kamil Szajter, ale instynktownie interweniował Rafał Pawlus. Niebawem Szymon Paluch usiłował pokusić się o gola, ale defensorzy gości stawali na przeszkodzie. Sam przed golkiperem GKS-u stanął przed przerwą Konrad Donocik po dograniu Szajtera, ale doskonale dysponowany Pawlus uratował swoją drużynę. Również w drugiej części kotłowało się w obrębie „świątyni” radziechowskiej. Tuż po wyjściu z szatni strzał Szajtera na linii przechwycili obrońcy. Po widowiskowych solowych rajdach pudłowali z bliska Dawid Okraska oraz Donocik. Chybił także po wejściu na murawę Bartłomiej Tomica, wcześniej źle przyjmując piłkę na 7. metrze.

Bramkę przyjezdnych zawodnicy Victorii – konkretnie Kacper Brachaczek – „odczarowali” w momencie najmniej spodziewanym. Pomocnik skierował futbolówkę do siatki bezpośrednio z rzutu rożnego w 50. minucie. W zaistniałych okolicznościach był to „złoty gol”. – Bardzo bylibyśmy niepocieszeni, gdyby w końcówce stała się nam jakaś krzywda, a cofnęliśmy się i rywal zagrażał nam przy stałych fragmentach. Potrzebujemy natomiast takie mecze szybciej „zamykać” – komentuje Tomasz Wuwer, szkoleniowiec ekipy z Hażlacha.

GKS stracił miano zespołu niepokonanego. – Byliśmy dziś ewidentnie słabiej dysponowani. Szkoda, że nie pomagaliśmy sobie sami i indywidualnie praktycznie każdy ma sobie po tym spotkaniu coś do zarzucenia – mówi trener „Fiodorów” Kamil Zoń, którzy mogli rzutem na taśmę wyjechać z trudnego terenu z punktem. Po uderzeniu Maksyma Morhuna piłka ostemplowała poprzeczkę, a polujący na trafienie Tomasz Janik przegrał starcie z Szymonem Wawrzyczkiem.