(Znów) na zwycięskim szlaku
Po porażce z Interem Krostoszowice do wygrywania wrócili futsaliści BKS Stal, którzy wczoraj po emocjonującym widowisku pokonali UKS Trampkarz Zabrze.
Mecz lepiej ułożył się dla zespołu z Zabrza. W 3. minucie Kamil Izdebski skutecznie wykończył rozegranie z autu i UKS objął prowadzenie. BKS szybko ruszył jednak do odrabiania strat. Groźnie strzelali Krystian Dudajek i Marek Skipioł, aż w końcu w 7. minucie padł gol wyrównujący. Faulowany w polu karnym był Damian Polak, a rzut karny na bramkę pewnym strzałem zamienił Łukasz Radomski.
Chwilę później świetną okazję miał Szymon Cichy, który trafił w słupek, a dobitkę Dariusza Łosia obronił bramkarz UKS. W 13. minucie przed szansą stanął także Jacek Wloch, lecz ponownie górą był golkiper gości. Minutę później BKS dopiął swego. Dudajek z zimną krwią wykorzystał zamieszanie pod polem karnym rywali i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo, bo w 15. minucie Mateusz Konieczny doprowadził do remisu, finalizując rzut rożny. Odpowiedź Stali była natychmiastowa. Jeszcze w tej samej minucie Szymon Cichy świetnie minął obrońcę i precyzyjnym strzałem ustalił wynik do przerwy na 3:2. W końcówce pierwszej połowy kolejne okazje miał Dudajek, a strzał Jacka Włocha został wybity z linii bramkowej.
Po zmianie stron na parkiecie dominował już BKS. Bielszczanie tworzyli seriami kolejne sytuacje, lecz długo brakowało skutecznego wykończenia. W 33. minucie szczęścia zabrakło po uderzeniu, które zatrzymało się na słupku, a liczby niewykorzystanych okazji gospodarzy trudno było zliczyć. Przełamanie przyszło w 36. minucie, gdy Polak wpisał się na listę strzelców i uspokoił grę BKS-u.
Minutę później szóste przewinienie UKS oznaczało przedłużony rzut karny, który na gola zamienił Radomski. W 38. minucie goście wycofali bramkarza, co szybko wykorzystał Mariusz Wloka, trafiając do siatki z bliskiej odległości. Końcówka była nerwowa i pełna emocji, ale kropkę nad i postawił Marek Skipioł, który po efektownej kontrze ustalił wynik meczu na 6:3.