Mijający rok sportowy pełen był wydarzeń, które w pamięci kibiców zapadną na długo. Za takie bez wątpienia uznać należy spotkanie w ramach Pucharu Polski z udziałem piłkarzy Rekordu Bielsko-Biała. Do Cygańskiego Lasu zawitała ekstraklasowa Pogoń Szczecin, a mecz zapisał się w annałach, nie tylko klubu ze Startowej.

Odwaga – to słowo w szatni III-ligowego Rekordu padało najczęściej tuż przed prestiżowym starciem, jakie odbyło się 18 października br. – Żeby nie było tak, że się cały czas bronimy, bo przyjechał zespół z ekstraklasy – motywowali swoich podopiecznych szkoleniowcy bielszczan, których założenia na wymagającą konfrontację doskonale się sprawdziły w toku boiskowej rywalizacji. – Nie mogliśmy sobie pozwolić na otwartą grę. Ranga przeciwnika i jakość będąca po jego stronie sprawiały, że musieliśmy obrać taki, a nie inny plan – wyjaśniał trener „rekordzistów” Dariusz Mrózek.

Gospodarze nie ustępowali Pogoni z wieloma bardzo dobrymi piłkarzami w składzie, by wspomnieć choćby o reprezentancie Polski Kamilu Grosickim, który z kadrą kilka tygodni później wyleciał na mundial do Kataru. Do przerwy gole w Cygańskim Lesie nie padły, a bielski zespół skutecznie neutralizował poczynania rywali. Po zmianie stron emocje sięgnęły zenitu, a sensacja wisiała w powietrzu, gdy w 55. minucie Tomasz Nowak, a w 64. minucie Szczepan Mucha pokonywali golkipera „Portowców”. Zwłaszcza gol na 1:0 miał swą rzadko spotykaną urodę, wszak doświadczony pomocnik do siatki trafił z... okolic połowy boiska. Pogoń ani myślała żegnać się z pucharowymi zmaganiami i w dramatycznych okolicznościach doprowadziła do remisu. Oba gole strzelił Luka Zahović, w tym tego przedłużającego zaciętą walkę w 92. minucie gry. W dogrywce też działo się sporo. Po bramce Słoweńca Pogoń wyszła na prowadzenie, ale ambicja Rekordu została nagrodzona golem Seweryna Caputy w minucie 110.
 


O losach awansu do 1/8 finału Pucharu Polski przesądziła seria rzutów karnych, która kibiców śledzących potyczkę swoim przebiegiem zachwyciła. Oba zespoły do strzałów z 11. metrów podchodzić musiały aż po 14 razy, a więcej zimnej krwi zachowali ostatecznie faworyzowani zawodnicy ze Szczecina, wygrywając konkurs 12:11. A gdy pasjonujące widowisko dobiegało końca zegar boiskowy wskazał, iż mecz przekroczył rekordowe 180. minut trwania. – Nasza młodzież wzniosła się na wyżyny i co cieszy w perspektywie przyszłości miała okazję spotkać się z najwyższym poziomem w kraju – podkreślał szkoleniowiec piłkarzy Rekordu.

– Cóż to był za mecz! Długo mówiło się o nim i to w całej Polsce. Przeżyliśmy wielkie emocje w najważniejszym piłkarskim spotkaniu w dotychczasowej historii naszego klubu – mówi z satysfakcją prezes klubu Janusz Szymura. Dodaje, że rywalizacja będąca nie lada świętem w Cygańskim Lesie wzbudziła olbrzymie zainteresowanie, a trybuny stadionu przy ul. Startowej wypełniły się po brzegi. – Chcieliśmy zagrać tu, gdzie nasz sportowy dom i dobrze, że tak się stało. Pokazaliśmy, że przy odpowiednim podejściu i zaangażowaniu, mając w składzie liczną grupę wychowanków, można marzyć o dokonywaniu wielkich rzeczy, które z pozoru wydają się mało prawdopodobne – zaznacza sternik bielskiego Rekordu.

Pucharowa przygoda i świetna postawa „biało-zielonych” nie wzięła się znikąd. – Pod względem sportowym mamy za sobą najlepszą rundę w historii. Jesteśmy na półmetku ligowych rozgrywek w grze o awans do II ligi. Taki jest zresztą cel postawiony przed drużyną. Zadanie to jednak arcytrudne, bo dziwnym zbiegiem okoliczności kilka innych klubów myśli o tym samym – uśmiecha się prezes Szymura.

W tabeli III ligi, grupy III Rekord ustępuje po rundzie jesiennej rezerwom lidera ekstraklasy Rakowa Częstochowa o 5 punktów oraz o ledwie „oczko” Polonii Bytom. Gwarantuje to dalsze futbolowe emocje dla kibiców już w nowym roku. – Niezmiennie stawiamy też na młodzież. Walczymy o główną premierę w klasyfikacji Pro Junior System, ale chcemy też, aby nasi młodzi wychowankowie ze Szkoły Mistrzostwa Sportowego rozwijali swoje umiejętności i dostrzegali to, że na nich się mocno stawia – kontynuuje Janusz Szymura.