Reprezentacja Polski osiągnęła sukces, największy od kilkunastu lat. Awansowała do baraży, których stawką będzie gra w mistrzostwach świata. Oczywiście trudno zestawić ten wynik z osiągnięciami kadry Adama Nawałki, występami siatkarzy, czy piłkarzy i piłkarek ręcznych, ale biorąc pod uwagę kondycję polskiego futsalu, postawę zespołu Andrzeja Biangi należy docenić. O turnieju eliminacyjnym, którego gospodarzem była Portugalia, rozmawialiśmy z Bartłomiejem Nawratem, jednym z bohaterów naszej reprezentacji. Wszak nieczęsto bramkarz zdobywa trzy gole w jednym meczu. Z golkiperem bielskiego Rekordu poruszyliśmy także temat ligowy. Nawrat sobala Rekord BB SportoweBeskidy.pl: Zrealizowaliście w Portugalii plan minimum. Po porażce na otwarcie eliminacji z gospodarzami pokonaliście Rumunów i Norwegów. Możemy mówić o udanym turnieju? Bartłomiej Nawrat: Myślę, że tak. To co sobie założyliśmy przed wyjazdem, udało nam się zrealizować. Zdobyliśmy sześć punktów, zajęliśmy drugie miejsce w grupie i powalczymy w barażach o udział w mistrzostwach świata. Kilka lat temu założenia były podobne, wtedy nam się nie powiodło. Portugalia była poza naszym zasięgiem, jeszcze długo będzie. To jest zupełni inny futsalowy świat.

– Sporo emocji dostarczył ostatni mecz z Norwegią... B.N.: Po wygranym meczu z Rumunią byliśmy niemal pewni swego. Wiedzieliśmy, że Portugalia nie przegra z Rumunią. Nie zakładaliśmy także porażki z Norwegią. Nasza mentalność dała o sobie chyba znać. Zagraliśmy słabiej niż z Rumunią, ale mecz mieliśmy pod kontrolą. Rywale zdobyli gola na 1:0, szybko odpowiedzieliśmy. Potem było 1:2 i znowu nasza błyskawiczna riposta. Mieliśmy w głowach świadomość tego, że nie zepsujemy naszego wyjazdu do Portugalii. Ostatecznie wygraliśmy ten mecz 3:2.

– Popisałeś się nietuzinkowym wyczynem podczas meczu z Rumunią. Zapisałeś na swoim koncie trzy bramki. Hat-trick bramkarza? Historia futsalu na tym poziomie prawdopodobnie nie pamięta takiego wyczynu... B.N.: Przy wyniku 3:0 dla nas rywalem zdecydowali się na grę z lotnym bramkarzem. Do końca meczu było około 7 minut. Trzy razy złapałem piłkę, trzy razy zdecydowałem się na uderzenie, trzy razy piłka wpadła do siatki. Nie dokonałbym tego piłkami, którymi gramy w ekstraklasie, nawet nie próbowałbym strzelać z drugiego końca boiska. Nasze piłki zachowują się inaczej. Do tamtych wystarczyło odpowiednio ustawić stopę, leciał tam, gdzie chciałeś. Zdobyłem trzy bramki w jednym meczu, meczu ważny, meczu reprezentacji. Jestem bardzo szczęśliwy.

– Przed wami przyszłoroczne baraże do mistrzostw świata w strefie europejskiej. Słabych zespołów na tym poziomie nie będzie. Na kogo chcielibyście trafić? Rozmawialiście o tym w szatni? B.N.: Wszyscy jesteśmy zgodni, chcemy powalczyć o finały. Możemy trafić na Hiszpanię, czy Rosję. Nie ma co ukrywać, te zespoły są poza naszym zasięgiem. W rywalizacji z nimi mamy minimalne szanse. Gdyby baraż składał się z jednego meczu, byłby większe, liczyłaby się dyspozycja dnia, ale będzie mecz i rewanż. Myślę, że największe szanse na nawiązanie równorzędnej walki mamy z Ukrainą bądź Kazachstanem.

– Wróćmy na moment do ligowej rywalizacji. Zakończyliście pierwszą część rozgrywek na drugim miejscu. Do lidera z Zduńskiej Woli tracicie punkt. Jak oceniasz rundę jesienną? B.N.: Moim zdaniem stać nas na więcej, nie osiągnęliśmy maksimum. Potencjał drużyny mogliśmy lepiej wykorzystać. Jednak z drugiej strony do Gatty tracimy tylko punkt.

– W przedostatnim meczu rundy przegraliście w Zduńskiej Woli 2:3 tracąc decydującego gola w końcówce... B.N.: Gdyby Gatta nie zdobyła gola na 3:2, to uważam, że wygralibyśmy ten mecz. Wyciągnęliśmy wynik z 0:2 na 2:2, mieliśmy inicjatywę. Tak to w futsalu jednak bywa, że jak się bramki nie zdobywa, to się ją traci. Przed nami runda rewanżowa, nic straconego.

– Dziękuję za rozmowę. B.N.: Dziękuję. Nawrat sobala luk futsal