
Dramat na finiszu
To było hitowe otwarcie sezonu Ekstraklasy Futsalu dla bielskiego Rekordu. Ekipa z Cygańskiego Lasu długo prowadziła, kontrolowała boiskowe wydarzenia, ale punktów na swoim koncie nie zapisała!

Bielszczanie najwyraźniej mieli w pamięci niedawną wygraną potyczkę o Superpuchar Polski, bowiem w starciu z Gattą Active ponownie skupili się przede wszystkim na uważnej grze w destrukcji. Niemniej jednak to goście już w 2. minucie mogli objąć prowadzenie, gdy w ostatniej chwili rywale powstrzymali Rafała Franza. Po raz pierwszy „gorąco” pod bramką „rekordzistów” zrobiło się w 8. minucie, ale wysoką formę potwierdził między słupkami Aleksander Waszka, broniąc uderzenie Igora Sobalczyka. W 10. minucie goście stanęli przed dogodną szansą, bowiem blisko bramki Gatty Active sfaulowany został Wojciech Łysoń, próbujący „poprawić” obroniony strzał Artura Popławskiego. Rozegrany rzut wolny przyniósł uderzenie poszkodowanego wcześniej zawodnika, który sprytnie znalazł drogę do siatki. Gospodarze dążyli do szybkiego wyrównania zmuszając do interwencji czujnego Waszkę, po czym zostali skarceni przez futsalowców Rekordu. Ku zaskoczeniu miejscowych, wślizgiem z bramkowym efektem, po uprzednio składnej akcji, popisał się Franz. Końcowe minuty premierowej części to napór zduńskowolan. Najaktywniejszy w ofensywnych próbach był Mateusz Milewski, który raz po raz niepokoił golkipera bielskiej drużyny.
Wobec korzystnego wyniku dla przyjezdnych łatwy do przewidzenia był scenariusz na drugą połowę. Ekipa Gatty Active przeważała wyraźnie, atakowała i strzelała na bramkę Rekordu, ale nijak nie potrafiła pokonać bielskiego golkipera. Z rzadka miejscowi nadziewali się na kontry „biało-zielonych”. Po jednej z nich bliski szczęścia był Andrzej Szłapa. Z kolei w 31. minucie dał o sobie znać Michał Marciniak. Król strzelców poprzednich rozgrywek uderzył bardzo mocno pod poprzeczkę, lecz po raz wtóry kunsztem wykazał się Waszka. Nieustępliwi zawodnicy ze Zduńskiej Woli „odczarowali” bramkę w 34. minucie. Blisko „świątyni” bez opieki pozostawiony został Milewski, który dopełnił formalności. To zwiastowało emocje w końcówce, nikt nie zakładał, że dramatyczne wydarzenia dla bielszczan. Gospodarze zastosowali manewr z tzw. lotnym bramkarzem i to dało znakomity efekt. Na minutę przed syreną oznajmiającą zakończenie konfrontacji rywale „rozprowadzili” bielską defensywę, a Marcin Olejniczak wyrównał. Dramat Rekordu stał się faktem w pełni w 40. minucie, gdy indywidualna szarża Marcina Stanisławskiego dała zduńskowolanom gola na wagę kompletu punktów. I jakkolwiek można powiedzieć, że to medaliści z poprzedniego sezonu aktywniej pracowali na punkty, tak okoliczności finiszu meczu 1. kolejki mocno rozczarowują sympatyków Rekordu. Gatta Active Zduńska Wola – Rekord Bielsko-Biała 3:2 (0:2) 0:1 Łysoń (10') 0:2 Franz (15') 1:2 Milewski (34') 2:2 Olejniczak (39') 3:2 Stanisławski (40')
Rekord: Waszka – Janovsky, Machura, Polašek, Franz, Szłapa, Popławski, Łysoń, Bubec, Mentel Trener: Kryger