
Do trzech razy sztuka
Zdobywający prowadzenie "rekordziści" i odrabiający dystans zawodnicy z Bochni - taki scenariusz miał premierowy mecz półfinału Pucharu Polski.
Już sam wstęp meczu miał ciekawy przebieg, bowiem goście dążyli do uzyskania szybkiej zaliczki w delegacji. Mający swoją renomę bramkarz BSF ABJ Viktor Sääf musiał wykazywać się swoim kunsztem przy uderzeniach Matheusa i Erica Panesa. Skapitulował jednak w 7. minucie - co ciekawe po strzale... Krzysztofa Iwanka, który akcję Rekordu nie tylko zainicjował, ale wobec braku lepszego rozwiązania odważnie huknął pod poprzeczkę wprost do siatki. Prowadzeniem bielszczanie nacieszyli się tylko do 11. minuty, gdy w dużej mierze sami wyrządzili sobie krzywdę. Martin Doša uderzył z dystansu tak niefortunnie, że trafił w Tuukkę Pikkarainena, po czym w sposób zdumiewający piłka przelobowała Iwanka. Mistrzowie Polski byli wówczas mocno podrażnieni, a nikłą zaliczkę uzyskali wtórnie tuż przed przerwą. Zasługą w tym duża bramkarza, bo to z jego próby Arkadiusz Budzyn zaliczył "swojaka".
Mimo wszystko ciężko wywalczoną przewagę bielski zespół po zamianie stron obronił, ale i to zostało okupione wysiłkiem. To wobec zdarzenia z 36. minuty i wyrównania wyniku przez ekipę z Bochni po rzucie wolnym egzekwowanym przez Sebastiana Leszczaka z finalizacją Wojciecha Przybyła. Tym razem riposta biało-zielonych była i szybka, i ostateczna. Panes świetnie daleką wrzutkę przyjął, by mocnym strzałem lewą nogą przesądzić o rozstrzygnięciu w pierwszym starciu o finałową przepustkę, dającym Rekordowi niezłą zaliczkę przed rewanżem.