Niechlubny rodzynek

Jedynie Orzeł Zabłocie weekend zakończył bez jakiejkolwiek bramkowej zdobyczy. Również ta drużyna była osamotniona w gronie tych, które na „obcym” boisku nie sięgnęła po zwycięstwo. Tak jednak być nie musiało... – Pojechaliśmy do Dębowca w bardzo okrojonym składzie, a w wyjściowej „11” znalazł się nawet nasz rezerwowy bramkarz. Jak na te problemy radziliśmy sobie całkiem nieźle – ocenia Mateusz Saltarius, szkoleniowiec Orła.

Goście mogli do pauzy strzelić gola, gdy defensorzy Strażaka wybili sprzed bramki główkę Tomasza Saltariusa. Skuteczniejszy był faworyt, a piłkę w siatce ulokował Mateusz Kubielas. Z owego optymizmu niewiele pozostało po wznowieniu rywalizacji. – Nasze braki kadrowe zostały obnażone, a rywal nas zdominował, będąc zespołem lepszym. Trener Strażaka dokonał w przerwie 4 zmian i dużo one dały pod względem jakościowym (m.in. 2 trafienia zanotował rezerwowy Emil Zegadło – przyp. red.). Ta drużyna ma wyrównany skład i widać po wynikach, że ciężko ją pokonać – chwali ostatniego swojego konkurenta trener zabłocian.

Podrażnieni, czyli... niebezpieczni

Nie było niespodzianki w Brennej. Choć miejscowy Beskid zdaje się mieć potencjał, aby na a-klasowym poziomie z każdym walczyć, jak równy z równym, to starcie z liderem z Kończyc Małych okazało się dla gospodarzy dotkliwą lekcją. To 4. z rzędu przegrana podopiecznych Przemysława Meissnera. Goście natomiast wrócili na właściwe tory po niespodziewanej stracie „oczek” weekend wcześniej, większość goli uzyskując w rewanżowej połowie spotkania. – Trener ekipy z Kończyc Małych zapowiadał, że jego piłkarze są podrażnieni. Udowodnili więc, że nie jest łatwo ich złamać – klaruje Saltarius.

Przysłowiowy czarny koń?

Na zespół, który w ligowej stawce może solidnie namieszać w dłuższej perspektywie wyrasta Cukrownik Chybie. W Kończycach Wielkich triumfował 2:1 po bramkach Bartosza KochmanaKamila Skowronka, odwracając losy meczu i zachowując dystans minimalny do lidera. – Cukrownik może w mojej opinii pozostać w czołówce do końca sezonu, a nawet popsuć plany faworytów. Znam zawodników tej drużyny, znam trenera i widzę, jak ambitne jest podejście do kolejnych meczów. Tytuł mistrzowski? Czemu nie! – analizuje nasz rozmówca.

Prowadzenie to nie wszystko

Jak wyżej – LKS Rudnik jako pierwszy strzelił gola w konfrontacji z futbolistami LKS-u '99 Pruchna, podobnie „z kopyta” swoje starcie ze spadkowiczem z Pogórza rozpoczęli Błękitni. Obie drużyny usiłujące sprawić niespodziankę musiały jednak ostatecznie obejść się smakiem w kontekście jakichkolwiek punktowych łupów. Maciej Kantyka i Daniel Madzia to piłkarze, którzy dla swoich ekip notowali wartościowe „dwupaki”.

– Piłkarze z Pogórza są już chyba na tych właściwych torach. Złapali formę i sądzę, że punktować będą do końca rundy regularnie – zauważa szkoleniowiec Orła, który mimo przebudzenia „w czubie” tabeli A-klasy Skoczów nie widzi Iskry Iskrzyczyn. – Progres należy dostrzegać, ale pisany jest jej raczej bezpieczny środek tabeli – dopowiada Mateusz Saltarius.

Wyniki 10. kolejki:
Błękitni Pierściec – LKS Pogórze 1:5 (1:1)
Błyskawica Kończyce Wielkie – Cukrownik Chybie 1:2 (1:0)
Beskid Brenna – LKS Kończyce Małe 1:5 (0:1)
Strażak Dębowiec – Orzeł Zabłocie 3:0 (1:0)
Strażak Pielgrzymowice – Iskra Iskrzyczyn 1:3 (0:2)
LKS Rudnik – LKS '99 Pruchna 1:2 (1:0)

TABELA/TERMINARZ