Irlandzka część tegorocznego Giro d'Italia za nami. Beskidzcy sympatycy kolarstwa trzymają kciuki za Przemysława Niemca. Jak zawodnik pochodzący w Pisarzowic ocenia pierwsze etapy rywalizacji? Niemiec_Przemek Po trzech „wyjazdowych” etapach Przemysław Niemiec zajmuje 109. pozycję, do lidera traci ponad półtorej minuty. Kolarz grupy Lampre-Merida duże straty poniósł na trasie czasówki. – Świat się na niej nie kończy i jedziemy dalej. Irlandia za nami, na włoskiej ziemi można odetchnąć nieco głębiej. Czujności na Giro jednak nigdy za wiele, tym bardziej, że według prognoz najbliższe dni mają być deszczowe. Specyficzny kraj z tej Irlandii. Pogoda zmieniała się tam co 5 minut, ale taki już urok tej wyspy. Wszyscy przestrzegali nas przed silnym wiatrem, nie dmuchało jednak aż tak mocno, bardziej dawał się we znaki deszcz, poza tym temperatury nie były najwyższe. Na szczęście jest to już za nami i mam nadzieję, że teraz będzie lepiej – pisze na swoim blogu Niemiec. – Szkoda strat z drużynowej czasówki, ale mieliśmy też trochę pecha, bo wystartowaliśmy w najgorszych warunkach. Mam nadzieję, że ten etap nie zadecyduje o całym wyścigu. Pogubiłem się na jednym zakręcie i koledzy musieli na mnie trochę poczekać. Źle w niego wszedłem, pogoda nie ułatwiała bezbłędnej jazdy – dodaje.

Pisarzowiczanin z niecierpliwością oczekuje górskich etapów. – Ci, którzy myślą o klasyfikacji generalnej, czekają na pierwsze górskie etapy, ale trzeba też pamiętać o wszystkich pozostałych etapach i nie tracić na nich głupich sekund. W niedzielę sam dostałem niepotrzebnie 10 sekund, bo na finiszu ktoś zrobił dziurę w grupie i wielu z nas miało naliczone +10 sekund do zwycięzcy. Do gór jeszcze trochę zostało i nie wybiegam myślami za bardzo do przodu, analizuję trasę etapów z dnia na dzień i skupiam się na najbliższych wyzwaniach. Na płaskich etapach finiszuje Ferrari, reszta z nas musi dojechać do gór, tam ocenimy sytuację i ustalimy dalszy plan. Moje odczucia z jazdy są jak na razie dobre.