Już pierwsza wizyta Zapory pod bramką gości przyniosła skutek, a jakby tego było mało w 27. minucie przedstawiciel bielskiej A-klasy wynik jeszcze na swoją korzyść podreperował. Było 2:0, a gra zespołowi z wyższego pułapu rozgrywkowego ewidentnie się nie kleiła. – Zmęczenie mocnymi treningami w tygodniu dało nam się we znaki. Testowaliśmy też nowy system 4-3-1-2, który ewidentnie się nie sprawdził – opisuje Dawid Szewczuk, trener LKS-u, który w niekorzystnych okolicznościach zebrał się do pościgu. W 32. minucie solową szarżę wykonał Tomasz Gala, dograł na 5. metr do ustawionego tam Krystiana Patronia, który uprzedził golkipera Zapory skutecznym uderzeniem.

Na drugą odsłonę przyjezdni wyszli z korektą w ustawieniu i po przejściu na 4-4-2 istotnie nastąpiła poprawa. Wynik jednak swoje... Groźne wypady ekipy z Wapienicy powodowały zagrożenie w obrębie bramki LKS-u, a jeden z nich zagwarantował podwyższenie dystansu. W ostatnim kwadransie bestwinianie szeregi zwarli i rzutem na taśmę odrobili całość strat. Szymon Skęczek sfinalizował solowe manewry Piotra Grabskiego w narożniku „16”, zaś Damian Gacek skorzystał z precyzyjnej wrzutki Macieja Kosmatego.

Remis trudno określić mianem rozstrzygnięcia w pełni satysfakcjonującego z punktu widzenia zespołu z Bestwiny, lecz na tym etapie bardziej zasadne zdaje się szukanie plusów. Rewanżowe 45. minut to dobra postawa gości, a gdyby Wojciech WilczekMateusz Pietraszewski dogodne sytuacje wykorzystali, to licznik zysków „okręgowicza” przybrałby rozmiarów bardziej znaczących. Swoje minuty zaliczyli również wprowadzani systematycznie do gry juniorzy, uzupełniający 19-osobowe w toku test-meczu grono podopiecznych trenera Szewczuka. Co więcej, absencja duetu nominalnych stoperów w bestwińskich szeregach nie przysporzyła kłopotów skutkujących przegraniem spotkania.