
Pogrom z zaskoczenia
Mało kto przewidział, że starcie w Pogórzu przyniesie pokaźną ilość bramek na konto zespołu znacznie niżej notowanego w tabeli "okręgówki".
Niespodzianką w Pogórzu pachniało od startu meczu. Już po kilkunastu sekundach gospodarze prowadzili. Michał Czakon wrzucił piłkę za linię obrony do Łukasza Tarasza, który ubiegł Jakuba Kucza i bez trudu dopełnił formalności. Wisła się nie poddała i w kolejnych minutach zaciekle atakowała. Napór jednak nie przyniósł skutku, na domiar złego w 20. minucie Mateusz Szatkowski wykonał klasyczną akcję ratunkową względem wychodzącego na czystą pozycję Czakona i musiał pogodzić się z „cegłą”. Uskrzydleni piłkarze LKS-u w 25. minucie ponownie wznieśli ręce w górę w geście radości, gdy doskonale z rzutu wolnego z okolic 22. metrów wcelował Piotr Ćwielong. Jakby tego było mało, ciosem następnym dla gości ze Strumienia był... zmarnowany rzut karny, kiedy intencje Artura Miłego wyczuł Mateusz Cienciała.
Rychłe podwyższenie rezultatu na 3:0 dla pogórzan wisiało w powietrzu po wznowieniu rywalizacji. W spojenie słupka z poprzeczkę uderzył Łukasz Hanzel, aluminium ostemplował także głową Krystian Strach. Zamiast gola dla zespołu mającego komplet zawodników na murawie, w 67. minucie Łukasz Mozler lewą nogą posłał futbolówkę z rzutu wolnego ponad murem i obok bezradnego golkipera miejscowych. Biegu zdarzeń to jednak nie zmieniło. Natychmiast odpowiedział „centrostrzałem” z bramkowym efektem Łukasz Macura, a dalsze łupy ekipy z Pogórza były konsekwencją licznych wypadów w przewadze. Do grona strzelców dołączył w 79. minucie Kamil Kacprzykowski, a przeciwnika dobił w 83. minucie Ćwielong.
– Mamy drugie na wiosnę zwycięstwo i bardzo udany start rundy. Dzięki temu możemy zacząć spoglądać gdzieś w kierunku środka tabeli – zauważył Hanzel.
– Popełniłem błąd, który miał znaczenie dla przebiegu meczu. Charakteru i zaangażowania odmówić drużynie nie mogę, bo mimo okoliczności, które nam nie sprzyjały, walkę podjęliśmy. Pora na wyciągnięcie wniosków – podkreślił przedwcześnie kończący sobotnią konfrontację Szatkowski.