Końcem minionego miesiąca w Bielsku-Białej odbył się turniej bokserski, o którym informowaliśmy na naszych łamach. Zawody mają bezpośredni związek z renesansem pięściarstwa w stolicy Podbeskidzia. Ogromna w tym zasługa Sławomira Dubiela, prezesa Bielskiego Klubu Bokserskiego Beskidy, z którym rozmawiamy w kolejnym odcinku STREFY WYWIADU.

SportoweBeskidy.pl: Coraz bardziej zauważalny w regionie jest BKB Beskid, zajmujący się szkoleniem bokserów. Jak doszło do powstania tego klubu? Sławomir Dubiel: Stowarzyszenie założyliśmy w 2011 roku. Inicjatywa ta była pokłosiem naszej przyjaźni z Marianem Kasprzykiem, którego kibicom specjalnie przedstawiać nie trzeba. Mistrza olimpijskiego w boksie poznałem, gdy byłem czynnym zawodnikiem w karate kyokushin. Pomagał on w naszych treningach, doradzał. Wcześniej, bo w roku 2007, zrobiłem kurs trenerski w boksie. Próbowaliśmy przy funkcjonującym od wielu lat w Bielsku-Białej klubie karate stworzyć sekcję bokserską. Pewnego dnia usiedliśmy z Marianem Kasprzykiem i założyliśmy klub, który rzeczywiście działa coraz prężniej. Rozwijamy się i przygotowujemy naszych podopiecznych do wielu zawodów mistrzowskich w regionie czy kraju.

Slawomir Dubiel 1 SportoweBeskidy.pl: Kiedyś boks był jedną z najważniejszych dyscyplin w Bielsku-Białej. Jak ta sytuacja wygląda współcześnie? S.D.: Z początku, gdy działalność zainicjowaliśmy ludzie przychodzili do nas w dużej mierze z ciekawości. Chcieli zobaczyć, co się u nas dzieje, jak wyglądają zajęcia. Pamiętać trzeba, że boksu w Bielsku nie było od ponad 20 lat. Trudno więc było oczekiwać nagłych chęci u młodych osób do ćwiczenia boksu. Ale zaczęliśmy ten wspaniały sport propagować i stworzyła się dzięki temu grupa młodzieży. Klub liczy dziś około 40 zawodników. To młodzież, seniorzy, ale także dziewczyny, których kilka szkolimy. Widzimy spory potencjał wśród zawodników, ale i całej społeczności Bielska-Białej i regionu. Prócz nas działają jeszcze dwa kluby – Dragon Beskid i Ring. Współpracujemy ze sobą, a nie konkurujemy. Opiera się to wszystko na zdrowych zasadach. Chcemy, aby boks tutaj odrodził się. Swoim doświadczeniem służy Marian Kasprzyk, który uczestniczy w zajęciach. Jednym z trenerów jest też Leon Zgoda, doskonale znany z kilkuletniej pracy z juniorami BBTS-u.

SportoweBeskidy.pl: Rola mistrza olimpijskiego Mariana Kasprzyka to jak rozumiem również dzielenie się choćby własnym doświadczeniem? S.D.: Młodzież słucha mistrza i trudno się temu dziwić. Dobrze, że nie zapatrują się tylko na postaci z zawodowego ringu, bo wskazówki udzielane im przez Mariana Kasprzyka pomagają w treningu. Cenne jest to, że nasz słynny mistrz dużo rozmawia z zawodnikami i dba o to, by boks zrozumieli. To nie jest łatwa dyscyplina. Trzeba mieć odpowiednie nastawienie mentalne, mocną psychikę. I wykazywać się sprytem. Przyznam, że przez klub przewinęło się już mnóstwo zawodników. Ale boks zaczyna się tak naprawdę od pierwszego sparingu. Często pierwsza kontuzja kończy zapał do trenowania. A tu trzeba być „w gazie” cały czas i musi być zachowana systematyczność.

SportoweBeskidy.pl: Młodzież intensywnie trenuje, tymczasem wam jako klubowi udało się zorganizować całkiem fajną imprezę... S.D.: Mniej więcej od roku planowaliśmy turniej i wspólny wysiłek nasz, miasta oraz sponsorów doprowadził do jego organizacji. Na I Puchar Miasta Bielska-Białej pod patronatem Mistrza Olimpijskiego Mariana Kasprzyka przyjechało sporo klubów. Nawet takich, których się nie spodziewaliśmy. Pojawił się trener Artura Szpilki, obecni byli trenerzy z Wisły Kraków. Gdzieś te wieści o odrodzeniu boksu w Bielsku pojawiły się. Dopisała też publiczność, bo do hali na Widoku przyszło około pół tysiąca ludzi. Chwalono nas za organizację, zadowoleni byli sami uczestnicy. Nic tylko pracować dalej. Młodzież mamy ciekawą i perspektywiczną, ale ciężka, żmudna praca to podstawa, by do czegoś dojść. Istotną rolę odgrywają rodzice, którzy przecież swoje dzieci znają najlepiej. Współpraca z nimi ma ogromne znaczenie dla ich prawidłowego rozwoju.

Slawomir Dubiel 2 SportoweBeskidy.pl: Sam startowałeś przez wiele lat w zawodach karate na całym świecie. Co ciebie pociągało zawsze w sportach walki? S.D.: Sportami walki zajmuję się już 33 lata. Myślę, że każdy chłopak w latach 80. chciał trenować jakiś sport. Tak się złożyło, że mój kolega był trenerem karate. Wcześniej pływałem, ale spodobało mi się właśnie karate, które w tym regionie zawsze miało znaczące osiągnięcia. Przypomnę, że bielska sekcja była początkiem lat 90. drużynowym mistrzem Polski i do dziś ma spore sukcesy. Jesteśmy w krajowej czołówce jako Bielski Klub Karate Kyokushin, któremu również mam zaszczyt przewodniczyć. Miałem do sportów walki odpowiednią psychikę i predyspozycje. W regionie jest dużo talentów, natomiast trzeba sporego samozaparcia, by wytrwać w treningach. Karierę zawodniczą miałem udaną, bo z 286 walk przegrałem tylko 6. Jeszcze w 2010 roku, na zakończenie mojej przygody z karate, zostałem mistrzem Stanów Zjednoczonych.

SportoweBeskidy.pl: Dalsze plany BKB Beskidy? S.D.: Jesienią planujemy kolejny turniej. Będzie to I Puchar Beskidów, ale tym razem oprócz młodych zawodników powalczą też seniorzy. I tu już żarty się kończą (śmiech). Liczymy, że kluby dopiszą jeszcze lepszą frekwencją. Chcielibyśmy mieć swój ring, aby częściej różnego rodzaju zawody organizować. A poza tym będziemy dalej trenować korzystając z hali i sali treningowej przy ulicy Widok 12. Traktujemy to jako pasję, w którą wszyscy zaangażowaliśmy się. Jako ciekawostkę powiem, że w kontekście boksu kobiecego rozpoczęliśmy współpracę z klubem z Ostrawy, w barwach którego walczy 4-krotna mistrzyni Czech Ester Konecna. Cóż, małymi kroczkami idziemy do przodu.

SportoweBeskidy.pl: Dziękuję za rozmowę. S.D.: Dziękuję.