Pod wodzą trenera Mirosława Szymury drużyna z Wisły wyśmienicie radziła sobie poprzedniej wiosny ligowej. Mijająca jesień tak udana już nie była. Władze klubu zdecydowały się przed kilkoma dniami na trenerską roszadę, a schedę po byłym już szkoleniowcu obejmie Tomasz Wuwer.

Szymura_Miroslaw

O zmianie szkoleniowca w Wiśle mówiło się już w trakcie rozgrywek. Zwłaszcza wysokie porażki, m.in. 0:7 z Iskrą Pszczyna czy 2:6 z GTS Bojszowy, przemawiały za wprowadzeniem „nowej miotły”. Ostatecznie jednak po meczu wieńczącym rundę jesienną rozgrywek IV ligi ogłoszono roszadę na ławce trenerskiej wiślańskiej drużyny. Z posadą pożegnał się Mirosław Szymura, który dziś przedstawia nam swój punkt widzenia na sytuację w Wiśle w ostatnich miesiącach: – By wyjaśnić co się stało, należy dokonać kroku wstecz. Gdy przychodziłem do klubu wiedzieliśmy dokładnie wszyscy, jakie są realia. Trafiłem do Wisły po zdobyciu dwukrotnie wicemistrzostwa IV ligi z Rekordem. Ale były pewne niepokoje z tym związane, bo mój poprzednik Irek Kościelniak był taką ikoną klubu, którą zastąpić niełatwo. I nie chcę, aby zabrzmiało to nieskromnie, ale wynik z zeszłego sezonu, zajęcie 4. miejsca w lidze, należy rozpatrywać w kategorii dużego sukcesu. Ulegliśmy tylko Rekordowi i Nadwiślanowi – dziś czołowym zespołom III ligi – i mocnemu GKS-owi Jastrzębie. Przed sezonem obecnym stało się w ślad za tym coś złego. Moja teoria jest taka, że „pękł balon” w środowisku, że nic więcej już nie można osiągnąć. Wkradło się w drużynę takie podejście, że przy mniejszym zaangażowaniu i luźniejszym podejściu uda się z powodzeniem rywalizować w IV lidze. Wielu zawodników marzyło chyba o transferze do innego klubu, a Wisłę traktowali jako ostatnią z opcji. To gdzieś się później odbijało. Brakowało nam często ambicji, zaangażowania, co potwierdzają wysoko przegrane spotkania. Tu być może popełniłem błąd, bo powinienem postawić przed drużyną jasny cel i zadanie, może poszukać dopływu „świeżej krwi”. IV liga niektórym się „przejadła” i zamiast być zespołem walczącym staliśmy się takim... bezpłciowym. Ale śmiem twierdzić, że gorzej nie graliśmy. Przytrafiały się nam natomiast głupie błędy – komentuje obszernie były już trener Wisły Ustronianki.

Czy zatem słabsza jesień była przyczyną rozstania z klubem? – Przede wszystkim na zmianie zaważyły względy finansowe. Przyjmuję taką decyzję włodarzy klubu, którzy liczą się nawet z tym, że zespół znajdzie się w „ogonie” tabeli. Decyzja wisiała w powietrzu, ale o problemach, z którymi borykał się klub nie chcieliśmy mówić. Liczyłem, że spróbujemy jeszcze jakiegoś rozwiązania, choćby w postaci poszukania zawodników, którzy wzmocnią drużynę, stąd pewien niedosyt jest. Koszty związane z drużyną muszą jednak spaść. Rozstajemy się w zgodzie, a w pracę trenerską wpisane jest to, że „karuzela się kręci”. Cóż, rozstania można powiedzieć mam specyficzne. Z Rekordem także miało ono miejsce, gdy moją pracę oceniano raczej pozytywnie – dodaje trener Szymura. – Gdy byłem trenerem w Wiśle miałem propozycje z innych klubów, ale wtedy uznałem, że trzeba trzymać się tego, co się zaczęło. Teraz jestem gotowy na kolejne wyzwania – kończy szkoleniowiec beskidzkich ekip.