- Gramy nieźle w piłkę, stwarzamy sobie sytuacje bramkowe, brakuje wykończenia i chłodnej głowy. Przeciwnik z rzadka wypuszcza się na naszą połowę, ale jakże skutecznie - mówił w zeszłym tygodniu po meczu z Iskrą Pszczyna Dariusz Rucki, trener rezerw Rekordu, która wówczas wygrały 3:1. Tym razem bielszczanie mieli większe problemy z pokonaniem przeciwnika.

 

 

W pierwszych 45. minutach obie strony odnotowały "puste przebiegi", wszak żadnej z drużyn, mimo sytuacji bramkowych, nie udało się skierować piłki do siatki. Odnotować jednak należy, że bielska "dwójka" przeważała. To zostało jej wynagrodzone tuż po zmianie stron. W 47. minucie Błażej Ligocki groźnie uderzył, golkiper Iskry sparował futbolówkę, a dobijający Patryk Wojaczek z bliskiej odległości się nie pomylił.

 

Gospodarze wkrótce skutecznie odpowiedzieli, pokonując Szymona Kurowskiego z rzutu karnego. W końcówce meczu Rekord zdołał jednak przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Z bocznego sektora boiska precyzyjnie dorzucił Filip Waluś, natomiast Antoni Olek celną główką zapewnił swojemu zespołowi komplet punktów.