W piłce, jak w życiu. Potrzebne jest szczęście. W niedzielę tego szczęścia Góralom w Warszawie zabrakło. Nie tylko oczywiście szczęścia, ale też tej piłkarskiej „wartości dodanej”. Pechowy początek meczu, „samobój” Bartosza Jarocha... Myślę, że to miało największy wpływ na słabszą grę Górali w pierwszej połowie.

wojtulewski Bielszczanie do przerwy nie mogli otrząsnąć się z tej niespodziewanej utraty gola już w pierwszych minutach meczu. Znacznie lepiej wyglądała gra Podbeskidzia po przerwie. Przez pierwszą część drugiej odsłony meczu pokazali całkiem przyzwoity futbol, wiele składnych akcji zakończonych strzałami na bramkę Dusana Kuciaka. Szczególnie mogło się podobać piękne uderzenia Roberta Demjana przewrotką, niestety piłka uderzyła w słupek i nie wpadła do bramki Legii. Dobrze zaprezentował się w tych fragmentach gry nowy nabytek Górali, wprowadzony po przerwie Jakub Kowalski, który przeprowadził piękny rajd z piłką, ale też nie zdołał pokonać bramkarza Legii. Piękną główką popisał się również Damian Chmiel, a piłkarskim majstersztykiem Lukas Janic. Bramkarz Legii musiał wyciągnąć piłkę z siatki. Niestety, jak się okazało, zawodnik Podbeskidzia był na pozycji spalonej. I choć trudno jest pozytywnie ocenić drużynę, która przegrywa 0:5, to wiele symptomów w grze Górali pokazuje, że nie trzeba patrzeć na ich futbolową przyszłość w następnych meczach w ciemnych barwach. Pamiętajmy, przeciwko jak znakomitej drużynie graliśmy. Pamiętajmy, że Legia parę dni temu wygrała mecz we Wrocławiu ze Śląskiem 4:1, że w europejskich pucharach pokonała na wyjeździe w Rumunii drużynę z tego kraju 3:0. Wreszcie pamiętajmy także o możliwościach finansowych obu zespołów. Legia ma budżet dziesięciokrotnie większy od Podbeskidzia! Całkiem inne cele na tegoroczny sezon ma zespół warszawski, a inny bielscy Górale. Pamiętajmy również, że bielski zespół przeszedł rewolucję kadrową. Znacznie się odmłodził, a dla wielu zawodników są to dopiero pierwsze mecze w ekstraklasie. Przygotowania do sezonu całkiem nowej drużyny były w tym roku wyjątkowo krótkie. Zespół wymaga poznania się, zgrania i nabrania tego piłkarskiego szlifu. Uważam, że z meczu na mecz ta drużyna może lepiej grać, co powinno przynieść tak potrzebne punkty. Nie czyniłbym nikogo odpowiedzialnym za wynik tego spotkania. Zabrakło i piłkarskiego szczęścia, i tej futbolowej „wartości dodanej”. A co mogą powiedzieć sympatycy futbolu w Gdańsku po dwóch porażkach tamtejszej Lechii? Co prawda mówi się, że „duży może więcej”, a budżet Górali nie jest nawet zbliżony ani do Legii, ani do Lechii. Mam nadzieję, że znając wartość bielskich piłkarzy, tych nowych ambitnych futbolistów, którzy zasilili nasz zespół i bardzo dobry warsztat szkoleniowy Dariusza Kubickiego, jest szansa, że Górale pokażą prawdziwą futbolową klasę. Tak – „duży może więcej”, ale jestem pewien, że na boisku Górali niebawem będzie sportowy sukces. Wierzę w nich i rozwój tej drużyny. Ze sportowym pozdrowieniem Sławomir Wojtulewski