
Sebastian Bysko: W Bystrej nie ma ciśnienia na awans
Magura Bystra bardzo dobrze rozpoczęła zmagania w rundzie wiosennej żywieckiej A-klasy odnosząc komplet zwycięstw. Wraz z dobrą formą prezentowaną na boisku wracają pytania związane z awansem do ligi okręgowej. O sytuacji w klubie, planach na przyszłość oraz... LKS-ie Juszczyna opowiada nam w dzisiejszej STREFIE WYWIADU Sebastian Bysko, prezes Magury Bystra.
SportoweBeskidy.pl: W poniedziałkowy poranek kibic Magury Bystra mógł otworzyć tabelę A-klasy Żywiec na naszym portalu i zobaczyć swój klub na jej samym szczycie. Jakie to uczucie dla ciebie jako prezesa klubu?
Sebastian Bysko: To piękne uczucie, niemal nie do opisania. Działam w Magurze od 15 lat i jeszcze nie było mi dane przeżyć czegoś takiego. Taka sytuacja ma także dobry wpływ na osoby związane z klubem. Po zawodnikach widać coraz większe zaangażowanie, możemy się cieszyć 100-procentową frekwencją na treningach, bo zawodnicy widzą, że ich ciężka praca przynosi efekty. Podkreślę jeszcze raz, jak dotąd nie mieliśmy okazji prowadzić w A-klasie na tym etapie rozgrywek. Mam nadzieję, że pozostanie tak do końca.
SportoweBeskidy.pl: W trakcie trwania sezonu już raz zrewidowaliście swoje cele na trwający sezon. Skoro idzie tak dobrze, to aktualnym wydaje się być znów pytanie czy celujecie w awans?
S.B.: W Bystrej nie ma ciśnienia na awans. Również zawodnicy podzielają ten tok myślenia. Cieszymy się grą w piłkę nożną, która aktualnie przynosi dobre rezultaty. Co więcej, uważam, że jest za wcześnie na to, by mówić o promocji do wyższej klasy rozgrywkowej. Za nami raptem 17. kolejek, a chętnych do awansu nie brakuje. Chcemy nadal się rozwijać i prezentować wysoki poziom na a-klasowym szczeblu, a czas pokaże co przyniesie przyszłość.
SportoweBeskidy.pl: Pierwsze skrzypce w drużynie gra Bartosz Woźniak, skuteczny jest także Wojciech Płaza, a spokój w tyłach zapewnia m.in. Mirosław Dziedzic strzegący bramki zespołu. Jak udało się sprowadzić takich zawodników do Magury?
S.B.: Wielokrotnie rozmawiałem z tymi zawodnikami, zanim zdecydowali się na przejście do Magury. Proponując im grę u nas przedstawiałem im konkretną wizję na prowadzenie klubu. Cieszę się, ze mi zaufali. Tak samo ja darzę szacunkiem każdego zawodnika, który reprezentuje barwy Magury. W Bystrej mamy mnóstwo oddanych kibiców, w klubie panuje dobra atmosfera. Staramy się wynagrodzić każdego zawodnika, który poświęca swój prywatny czas i zdrowie, by reprezentować Magurę. Nie chodzi tu o tzw. kadrowe, chociaż premie motywacyjne się zdarzają. Przede wszystkim mam na myśli wydarzenia, które integrują drużynę, jak np. wyjazd do Szaflar na termy na weekend po zakończeniu rundy. Po każdym meczu staramy się spędzać czas w swoim towarzystwie, tak będzie też po meczu z Koszarawą. Uważam, że dobra atmosfera w szatni to podstawa.
SportoweBeskidy.pl: Wyobraź sobie, że w czerwcu czytasz komunikat podokręgu, w którym włodarze gratulują Magurze Bystra do ligi okręgowej. Jakie są twoje pierwsze kroki jako prezesa zarządu w tej nowej rzeczywistości?
S.B: Oczywiście jako prezes chciałbym zapisać się w historii gminy jako ten, który jako pierwszy wprowadził Magurę do ligi okręgowej. Myślę, że finansowo dalibyśmy radę - na pewno zwiększyłbym budżet klubu na sezon. Drugim krokiem byłoby załatwienie wszystkich spraw organizacyjnych. Myślę, że swoje mecze domowe moglibyśmy rozgrywać w Cięcinie lub Wieprzu, bo tamtejsze boiska spełniają wymogi licencyjne „okręgówki”. Należałoby także wzmocnić kadrę drużyny. Myślę, że postaralibyśmy się o to, by dołączyło do nas przynajmniej 5 zawodników z wyższego poziomu rozgrywkowego.
SportoweBeskidy.pl: W zeszłym sezonie do B-klasy spadł wasz derbowy rywal LKS Juszczyna. Następnie drużyna nie została zgłoszona do rozgrywek. Jaki wpływ na Magurę Bystra miała ta sytuacja?
S.B.: Sam pochodzę z Juszczyny i żal mi tego klubu. Chciałem pomóc tej drużynie, ale odpowiedzialność za jej losy ciążyła na zarządzie LKS-u, który moim zdaniem źle gospodarował środkami i zasobami ludzkimi w sensie kadrą drużyny. Nie było tam klimatu do uprawiania piłki nożnej. Tym samym nasze szeregi wzmocnili Mirosław Dziedzic, Krystian Bugajski, Marcel Kamiński i Paweł Kamiński. Z drugiej strony bardzo szkoda, bo straciliśmy derbowego rywala, a konfrontacje z nim zawsze stały na wysokim poziomie, wzbudzały wiele emocji i cieszyły się dużym zainteresowaniem kibiców.
SportoweBeskidy.pl: Jak chciałeś pomóc LKS-owi Juszczyna?
S.B.: Wspierałem klub finansowo, a także byłem gotów do wypożyczania zawodników, ponieważ Magura w zeszłym sezonie dysponowała bardzo szeroką kadrą. Moje starania nie zostały jednak docenione i właściwie wykorzystane.
SportoweBeskidy.pl: Na koniec wróćmy jednak do Magury. Czy różni się drużyna z niedawnego meczu z Orłem Łękawica wygranego po golu w doliczonym czasie gry od zespołu, który roztrwonił prowadzenie różnicą 4 goli po pierwszej połowie z Beskidem Gilowice na własnym boisku?
S.B.: Jestem bardzo zadowolony z pracy sztabu szkoleniowego, jeszcze nigdy nie mieliśmy drużyny tak dobrze przygotowanej do rozgrywek. Wyglądamy o wiele lepiej fizycznie, ale wiem, że to nie kres naszych możliwości. Świadczą o tym 2 zwycięstwa odniesione w końcówkach z Orłem Łękawica i Jeleśnianką Jeleśnia. Wcześniej to nam brakowało sił, traciliśmy gole i punkty w ostatnich minutach. Bardzo ważny jest dla mnie fakt, że jest z nami Bartosz Woźniak, który cieszy się niemal uwielbieniem kibiców. Odwdzięcza się ważnymi trafieniami, a także dba o atmosferę w szatni oraz dyscyplinę na boisku. Służy swoim doświadczeniem młodszym zawodnikom, a także przesądza o wynikach spotkań. Praca z nim to czysta przyjemność.