SportoweBeskidy.pl: Na wstępie, gratulacje mistrzostwa bielskiej A-klasy. Jakie odczucia panują w Tobie, wszak jesteś już w Międzyrzeczu wiele lat… Dokładnie od 2017 roku.

Arkadiusz Rucki: Czuję ogromną satysfakcję z wykonanego zadania. Nie było ono łatwe, ponieważ budowanie drużyny kosztuje wiele wysiłku i czasu. Wystartowaliśmy jednak z wysokiego "C". Latem dołączyło do nas 10 zawodników, a zimą kolejnych 4. Na boisku zrodziła się drużyna i to mnie niezmiernie cieszy, że było mi dane dać chłopakom coś od siebie. Wspólnymi siłami wyszło jak wyszło, a wyszło świetnie (śmiech). 

 

Jeśli jednak patrząc przez pryzmat czasu mojej pracy w Międzyrzeczu, zawsze mieliśmy dobrą drużynę, zbieraliśmy pochlebne recenzje, ale brakowało w niej jakości. Moim "konikiem" jest fakt, że moje drużyny chcą grać w piłkę i w niższych ligach powinno się grać ofensywnie. Przez te wszystkie lata poznałem też środowisko i siebie. Człowiek chce się kształcić i z biegiem czasu chciałem wprowadzać coś nowego, jednak zawsze zależało mi na tym, aby zespół był poukładany i w szatni panowała rodzinna atmosfera. To udało się zrobić. Odrobiliśmy lekcje, uczyliśmy się na błędach i to przyniosło owoc, w postaci awansu. 


SportoweBeskidy.pl: Walka o mistrzostwo trwała niemal do ostatniej kolejki. Rotuz ambitnie dotrzymywał Wam kroku, w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, gdzie mistrzem został GLKS, który aż takiej konkurencji nie posiadał.
A.R.
: Tak, przede wszystkim muszę pochwalić postawę Rotuza. Wiedzieliśmy, że jest jednym z faworytów i chwała im za to, że dotrzymywał nam kroku. Taki zespół powinien grać w Lidze Okręgowej, dlatego w tych dwóch meczach barażowych będę zagorzałym kibicem Rotuza. Nie ma co ukrywać, fakt, iż byliśmy cały czas "pod prądem" powodował, że byliśmy bardziej zmotywowani. To bardziej komfortowa sytuacji, niż ta, którą miał GLKS. Pomagała nam ta zdrowa presja, ale myślę, że ekipie z Bronowa także. 


SportoweBeskidy.pl: Jeśli już jesteśmy przy GLKS-ie. Wilkowiczanie w minionym sezonie w 22 meczach zdobyli 64 punkty, notując 21 zwycięstw i 1 remis. Wy macie na swoim koncie 69 “oczek”, przy bilansie 22-3-1. Drużyna w Wilkowic pozostaje w grze o mistrzostwo Ligi Okręgowej jako beniaminek. Wy też macie takie aspiracje w przyszłym sezonie?

A.R.: Na pewno tak. Chcemy tak samo zaistnieć w rozgrywkach Ligi Okręgowej Bielsko-Tyskiej w nowym sezonie. Przykład GLKS-u pokazuje, że nie musimy czuć się na straconej pozycji. Będziemy wychodzić przygotowani na 100 procent w każdym meczu. Wiemy, że w naszej drużynie jest duży potencjał i małymi kroczkami budujemy coś fajnego. Przed nami wielkie wyzwanie, gdyż w "okręgówce" nie brakuje ekip, które świetnie grają w piłkę, ale będziemy chcieli grać o najwyższe cele w "okręgówce" 

 

SportoweBeskidy.pl: Najlepszy i najgorszy moment podczas tego sezonu? 
A.R.
: Najlepszy moment… ciężko o jeden taki. Ogólnikowo cały sezon był dobry, ale wisienką na torcie była wygrana z Rotuzem w Bronowie i mecz z Zamkiem Grodziec, który przypieczętował mistrzostwo. Były też ciężkie mecze, ale za najgorszy moment wskazałbym tą jedyną porażkę z Pionierem. 

 

 

SportoweBeskidy.pl: Nie jest tajemnicą to, co się wydarzyło w zeszłe lato w Międzyrzeczu. Jak to określił prezes klubu, którego pozdrawiamy, Zdzisław Szczyrbowski, “spadła Wam gwiazdka z nieba”. Dołączyli do Twojego zespołu naprawdę solidni zawodnicy, jak np. Paweł Góra, Mariusz Sacha czy zimą Jakub Pilch, Konrad Kuder, Dawid Ogrocki czy Mieciu Sikora. Czy czuliście w trakcie tego sezonu, że drużyny bardziej się na Was “spinały”? 

A.R.: Oczywiście, że tak. Nazwiska, które sprowadziliśmy latem i zimą rozbudziły emocje. Czuliśmy presję w każdym meczu. Mało drużyn wychodziło na nas wysokim pressingiem, bo wiedziały, że może się to dla nich źle skończyć. Każdy chciał utrzeć "nosa" lidera, tak jak my chcieliśmy uczynić to sezon temu GLKS-owi. Byliśmy jednak bardzo dobrze przygotowani do tego sezonu i tylko my wiemy, ile kosztowało nas to pracy i wyrzeczeń. Udało nam się stworzyć kolektyw.


SportoweBeskidy.pl: To też dobry moment, aby porozmawiać o sławnym “PSG Międzyrzecze”. Tytułując tak Wasze transfery nie miałem nic złego na myśli. Konotacja tego była mniej więcej taka, że PSG tamtego lata miało hitowe transfery, Wy także. A mimo to wielu ze środowiska z Międzyrzecza odebrało to za przytyk. Czy z drugiej strony, taki stan rzeczy, kiedy jesteście - bądź co bądź - języczkiem uwagi, nie powoduje u Was, że wszystko co się powie o drużynie, będzie odbierane jako atak? 

A.R.: Nie, wcale nie. Owszem, taka łatka przylgnęła do nas, ale myślę, że tego nie widać. Byliśmy liderem w klasyfikacji fair-play, co pokazuje, że do swoich przeciwników podchodziliśmy z szacunkiem. Transfery, transferami, ale my chcemy robić swoją robotę. Jesteśmy rodziną i było to widać na treningach. Nigdy nie było narzekania tylko ciężka praca i dobra atmosfera. 
 

SportoweBeskidy.pl: Plan na nadchodzące okienko transferowe? Możemy spodziewać się "hitów", jak w poprzednich kolejkach? 

A.R.: Naszym głównym priorytetem jest wzmocnienie linii defensywnej. Kilku zawodników ofensywnych również może zasilić nasz zespół, ale czas pokaże. Mamy swoją filozofię, jednak wiemy, że aby zaistnieć w "okręgówce" musimy się wzmocnić. 

 

SportoweBeskidy.pl: Konrad Kuder w rozmowie z naszym portalem powiedział, iż KS Międzyrzecze to długofalowy projekt. Jak więc idzie jego rozwój poza awansem? 

A.R.: Małymi kroczkami wszystko idzie do przodu. Chcemy otworzyć drugą drużynę, zapraszamy juniorów do współpracy. Chcemy cały czas się rozwijać i kładziemy duży nacisk na rozwój akademii. 


SportoweBeskidy.pl: Na koniec, "dwójka" Rekordu, którą prowadzi Twój brat Dariusz Rucki, zremisowała z MKS-em Lędziny, przez co "rekordziści" praktycznie stracili szanse na awans. A więc zapowiada się bratobójczy pojedynek w przyszłym sezonie... 

A.R.: Byłem na tym meczu i muszę przyznać, że rezerwy Rekordu nie zasługiwały na remis. Widać było dużo jakości w grze biało-zielonych, ale nie zawsze wygrywa lepszy. Dopóki jednak piłka w grze wszystko jest możliwe... GLKS i MKS Lędziny będą miały bardzo trudne mecze i cały czas trzymam kciuki za mojego brata. Jeśli się spotkamy w przyszłym sezonie - fajnie, ale bardzo bym też chciał kibicować jego drużynie w rozgrywkach IV-ligowych (śmiech).