Wiele wydarzyło się w Bielsku-Białej podczas zimowej przerwy pomiędzy rundami. Rozpoczynając od zmiany na ławce trenerskiej poprzez liczne roszady kadrowe. Dlatego kibice do pierwszego meczu pod Klimczokiem podchodzili ze sporą niewiadomą, ale i dozą optymizmu. I to pomimo tego, że na Stadion Miejski zawitała drużyna mistrza Polski. 
 
Dzisiejsze starcie z Legią podopieczni Roberta Kasperczyka rozpoczęli z impetem, wszak to oni częściej od rywala wykazywali inklinacje ofensywne. Jako pierwsi piłkę do siatki skierowali jednak piłkarze z Warszawy. Ale Tomas Pekhart w 9. minucie faulował Rafała Janickiego, toteż gol nie został uznany. W odpowiedzi gospodarze próbowali zaskoczyć Artura Boruca uderzeniami z dystansu, lecz były golkiper reprezentacji Polski spisywał się bezbłędnie.

Na wysoką notę zapracował sobie także Michal Pesković, który skutecznie interweniował po strzale Bartosza Kapustki. W 44. minucie bramkową akcję miało Podbeskidzie - tym razem również górą był bramkarz, zaś dobijający Mateusz Marzec z bliskiej odległości spudłował. 

 
Po pierwszej połowie można było być optymistą. Fakt, Legia prezentowała większą wartość piłkarską, ale bielszczanie byli bardzo groźni. Konsekwentna gra beniaminka przyniosła efekt w 48. minucie. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Karola Danielaka piłkę do siatki skierował Janicki. Ten gol sprawił, że stołeczni zaczęli szturmować "świątynię" gospodarzy. Liczne akcje piłkarzy prowadzonych przez Czesława Michniewicza nie przyniosły jednak zamierzonego efektu, choć na przedpolu Peskovicia "kotłowało się" regularnie. Udany powrót Kasperczyka stał się zatem faktem.