Beniaminka z Suszca za jednego z faworytów rozgrywek IV ligi uważał przed sezonem Sławomir Białek, szkoleniowiec Spójni Landek. Zatem będący wciąż bez punktu piłkarze z Landeka teoretycznie w wyjazdowej potyczce skazani byli na pożarcie.

Spojnia Landek1

O ile jednak dyspozycja piłkarzy Spójni w poprzednich meczach pozostawiała sporo do życzenia, tak w sobotni wieczór beskidzki zespół pozytywnie zaskoczył. W ślad za dobrą grą ekipy z Landeka nie poszedł niestety wynik. Goście atakowali, stwarzali sobie bramkowe okazje i czujnie powstrzymywali ataki Krupińskiego. Doskonałych szans na otwarcie rezultatu nie wykorzystali Maciej Jędrzejko, Damian Stawicki i Adrian Szwarc. Działo się to wszystko w premierowej odsłonie konfrontacji. W drugiej zmieniło się niewiele, bowiem przyjezdni mogli uzyskać upragnione prowadzenie. Tego jednak nie uczynili, co brutalnie zemściło się w końcówce. W 80. minucie defensywa Spójni zagapiła się po raz pierwszy. Futbolówka odbiła się po drodze do bramki od słupka. A niespełna 10 minut później było „po wszystkim”. I cóż z tego, że goście zagrali najlepszy mecz w sezonie i zebrali w Suszcu wiele pochwał. Licznik punktowy wciąż wskazuje na zero... – Chłopcy mają ogromny niedosyt po tym spotkaniu, bo jeśli chodzi o grę jest duży progres – mówi niepocieszony Sławomir Białek, szkoleniowiec Spójni, w szatni której atmosfera po kolejnej, czwartej porażce była bardzo napięta. Specjalnie temu nie można się dziwić.

Krupiński Suszec – Spójnia Landek 2:0 (0:0) Spójnia: Jacak – Szczepanik, Kania, Genc, Hałat, J.Kubica, R.Folek, A.Szwarc, Lech, Stawicki (82' Włoch), M.Jędrzejko (62' Górniak) Trener: Białek