Degradacja piłkarzy Orła Zabłocie na szczebel skoczowskiej B-klasy została przesądzona dość szybko, choć zespół dzielnie walczył o uniknięcie spadku. Z piłkarskiej mapy Zabłocie jednak nie zniknie.

orzeł_zabłocie

Zespół Orła okazał się w mijającym sezonie najsłabszym w stawce skoczowskiej A-klasy. To w dużej mierze następstwo słabych wyników osiąganych jesienią. W rundzie rewanżowej, wielu obserwatorów chwaliło jednak drużynę, w dużej mierze złożoną z zawodników „na dorobku”. – Graliśmy wiosną niemal w każdym meczu z „nożem na gardle”. Pod presją nie wszystko wychodziło tak, jak chociażby w sparingach, bo nogi jednak trochę się trzęsły – mówi naszemu portalowi Zdzisław Papkoj, szkoleniowiec Orła, którego przejął w trakcie zmagań jesiennych. I młodzież pod wodzą doświadczonego trenera, związanego sentymentalnie z klubem z Zabłocia, zrobiła wyraźne postępy. – Jest tutaj materiał, by robić progres. Większość zawodników zadeklarowała pozostanie w klubie. I to dobrze, bo pamiętajmy, że drużyna często rodzi się w bólach – tłumaczy trener Papkoj.

Sam pozostanie z drużyną na kolejny sezon. – Nie będę uciekał z okrętu. Zamierzamy zbudować wspólnie coś fajnego. Mamy kilku zawodników doświadczonych, którzy zdecydowali się pomóc, gdy objąłem ten zespół. Wszyscy muszą ciągnąć wózek w jedną stronę, od osób sprzedających bilety, po decydentów. I tak to u nas wygląda. Przegrywamy mecze, a na treningach mam 14 zawodników chętnych do pracy. Takie zaangażowanie daje podstawy do zbudowania czegoś na przyszłość – klaruje szkoleniowiec piłkarzy z Zabłocia, zapewniając jednocześnie, że jakikolwiek zaciąg doświadczonych zawodników z uznanym nazwiskiem nie jest konieczny, ani tym bardziej wskazany.