Rywalizacja przebiegała od pierwszego gwizdka arbitra pod dyktando przyjezdnych, co wynikało z taktyki obranej przez trenera Dariusza Mrózka. Gospodarze oddali inicjatywę rywalom, nastawili się zarazem na wyprowadzanie szybkich ataków. Wobec tego podopieczni Łukasza Berety budowali grę w oparciu o ataki pozycyjne, z których niewiele jednak wynikało. Natomiast bielszczanie, zgodnie z planem, wyprowadzali groźne kontrataki. Jeden z nich zakończył się niecelnym uderzeniem Kamila Żołny. Niebawem zabrakło im pomysłu na jego sfinalizowanie. Mieli bowiem przewagę 4 na 3 na połowie Ruchu.

W 27. minucie chorzowianie wykreowali sytuację, po której mogli objąć prowadzenie. Piłka uderzona z obrębu pola karnego przez Mateusza Duchowskiego nie dotarła jednak do celu. Niebawem odpowiedzieli gospodarze. Raz jeszcze o lepszą finalizację decyzji, po kontrataku, powinien pokusić się Żołna. Chwilę później Marek Sobik przymierzył tuż obok słupka. W zdecydowanie trudniejszej sytuacji, znajdując się w „parterze”, w 43. minucie zaskoczył Jakuba Bieleckiego Dariusz Rucki. Kapitan gospodarzy uderzając w pozycji zbliżonej do podporu tyłem otworzył wynik meczu. Piłka po jego strzale odbiła się od słupka i zatrzepotała w siatce wobec braku reakcji golkipera.


 

Druga odsłona rozpoczęła się od próby Sobika, który finalizował... atak szybki Rekordu. Odpowiedzieli przyjezdni za sprawą stałego fragmentu gry i jego wykonawcy – Michała Mokrzyckiego. Jakub Szumera stanął w tej sytuacji na wysokości zadania, a dobitka Mariusza Idzika była niecelna. Mokrzycki raz jeszcze próbował zaskoczyć młodzieżowca w bramce Rekordu w minucie 57., uderzył jednak obok bramki. Podobny skutek przyniosły próby Patryka Sikory i wspomnianego Idzika. Większą precyzją wykazał się natomiast kwadrans później Piotr Kwaśniewski, który doprowadził do remisu dokumentując w ten sposób optyczną przewagę chorzowian. Piłka zanim wpadła do bramki odbiła się od jednego z "Rekordzistów", co zmyliło Szumerę.  

Przyjezdni chcieli pójść za ciosem, nie opuszczali w końcówce pojedynku połowy Rekordu i swego dopięli. Zanim do tego doszło, w 89. minucie na listę strzelców mógł wpisać się Bartłomiej Kulejewski, z bliska jednak spudłował. W doliczonym czasie gry arbiter wskazał na "wapno" po zagraniu ręką w polu karnym. Ukarał wówczas Konrada Karetę żółtą kartką.  Idzik wybornej okazji nie zmarnował.