- Byliśmy zespołem, który piłkarsko wyglądał lepiej. Na pewno dłużej się utrzymywaliśmy przy piłce i mieliśmy więcej sytuacji bramkowych - powiedział na "szybko" po meczu ze Spójnią Zebrzydowice Krystian Papatanasiu, trener Błyskawicy. 
 
Drogomyślanie w Zebrzydowicach byli zdecydowanym faworytem. To jednak gospodarze lepiej rozpoczęli ligową rywalizację, wszak w 12. minucie objęli prowadzenie. Wówczas Tomasz Śleziona pokonał Bartłomieja Oleksego, choć większość postronnych obserwatorów twierdziła, że w tej sytuacji spalony był nadto widoczny - gwizdek arbitra jednak milczał.

Błyskawica do wyrównania doprowadziła kilka minut później, gdy Krzysztofa Salacha do kapitulacji zmusił Sebastian Rychlik. Mimo tego trafienia do szatni na przerwę w lepszych nastrojach schodzili podopieczni Piotra Szwajlika. W 35. minucie Śleziona wykorzystał gapiostwo defensorów drużyny przeciwnej i wtórnie wpisał się na listę strzelców. 
 
W rewanżowej odsłonie spotkania drogomyślanie szukali sposobu na doprowadzenie do wyrównania, lecz w 78. minucie nadziali się na kontratak, który bezlitośnie sfinalizował Michał Parchański. Niespodzianka wisiała w powietrzu - wtedy do akcji wkroczyła Błyskawica. W 85. minucie gola kontaktowego zdobył Krzysztof Koczur, zaś końcowy rezultat ustalił w doliczonym czasie gry Bartosz Szołtys, zapewniając jednocześnie swojemu zespołowi cenny punkt na trudnym terenie. - Obiektywnie patrząc powinniśmy ten mecz wygrać - podsumował Papatanasiu.