To nie był najlepszy mecz w wykonaniu BKS-u. O ile premierowa odsłona spotkania z Piastem była dobra w wykonaniu bielszczan, tak po zmianie stron coś się "zacięło" w ich grze. Konsekwencją tego był fakt, iż z prowadzenie 4:1 zrobiło się tylko 4:3. Koniec końców bialskiej Stali udało się się dowieźć wygraną do ostatniego gwizdka arbitra. Tym samym było to premierowe zwycięstwo BKS-u w tym sezonie. – Pierwsza połowa wyglądała nieźle w naszym wykonaniu. Jedynym minusem jest niepotrzebnie stracona bramka. Mieliśmy dużo sytuacji strzeleckich, do których dochodziliśmy z łatwością.

 

 

Strzeliliśmy 4 gole, ale paradoksalnie był to najniższy wymiar kary - tych bramek powinno być więcej. Po przerwie nasza gra nie wyglądała już tak dobrze... Co było tego przyczyną? Myślę, że za głęboko się cofnęliśmy. Piast grał długie piłki za linię obrony i te proste środki dały im ponownie nadzieje na korzystny wynik. Ostatecznie jednak dowieźliśmy wygraną do ostatniego gwizdka, z czego bardzo się cieszymy. Te punkty były nam potrzebne jak tlen, ale wciąż mamy sporo do poprawy – powiedział kapitan BKS-u, Mateusz Małaczek. 

 

W meczu z Piastem po kilkumiesięcznej przerwie powrócił napastnik bialskiej Stali, Adam Kozielski. – Cieszymy się również z powrotu Adama Kozielskiego. Zagrał 20 minut, ale ten czas wystarczył, aby pokazać, że takiego zawodnika nam brakowało. Fajnie gra się z "Kozim" na ścianę, dobrze się obraca z piłką i rozrzuca ją na skrzydła - liczymy na niego w kolejnych spotkaniach - dodaje Małaczek. 

 

Następny mecz BKS rozegra w nadchodzącą sobotę. Rywalem podopiecznych Juraja Dancika będzie ZET Tychy. Co ciekawe, bialska Stal, od tego spotkania, swoje domowe mecze rozgrywać będzie na stadionie w Wapienicy.