Mateusz Kupczak przygodę z piłką nożną rozpoczynał w Żywieckiej Akademii Piłki Nożnej, grał w żywieckich klubach – Koszarawie i Góralu. Następnie podpisał profesjonalny kontrakt z Podbeskidziem. W bielskim klubie nie zaistniał. Zaliczył dwa udane sezony w tyskim GKS-ie, do którego był wypożyczony. Wrócił do Podbeskidzia, by po roku przenieść się na stałe do Niecieczy. Wywalczył z Termalicą awans do Ekstraklasy, a w minioną niedzielę zdobył ważną bramkę w konfrontacji z... Podbeskidziem. Krzysztof Biłka rozmowę z 24-letnim pomocnikiem w ramach STREFY WYWIADU przeprowadził wspólnie z redakcją partnerskiego serwisu SportSlaski.pl kupczak (Barczyk) SportoweBeskidy.pl: Na zakończenie fazy zasadniczej przegraliście w Bielsku-Białej z Podbeskidzie 2:0. Los sprawił, iż rywalizację w grupie spadkowej zainaugurowaliście w... Bielsku-Białej. Wspólnie z trenerem Piotrem Mandryszem odrobiliście „zadanie domowe”. Zrewanżowaliście się „Góralom”... Mateusz Kupczak: Rzeczywiście nie często walczy się o punkty dwa razy z rzędu z tą samą drużyną. Przegraliśmy z Podbeskidziem dwa mecze w fazie zasadniczej. W niedzielę odnieśliśmy cenne zwycięstwo. Myślę, że to był ważniejszy pojedynek od tych poprzednich. Oczywiście chcieliśmy znaleźć się w grupie mistrzowskiej, ale przed spotkaniem w ramach 30. kolejki straciliśmy na to szanse. Bardzo dobrze przygotowaliśmy się do ostatniego meczu. Przeanalizowaliśmy świeży materiał, wyciągnęliśmy wnioski z porażki.

SportoweBeskidy.pl: Zdobył pan jedyną bramkę w tym meczu. Pierwszą w sezonie, pierwszą na poziomie ekstraklasy, pierwszą w historii pojedynków Podbeskidzia z Termalicą, w dodatku grając przeciwko byłemu klubowi... M.K.: Na pewno zdobyta bramka to powód do radości. Gdzieś z tyłu głowy towarzyszyła mi świadomość gry w przeszłości dla Podbeskidzia, ale teraz jestem zawodnikiem Termalicy. Zaliczyłem pierwsze trafienie na poziomie ekstraklasowym, pierwsze w historii potyczek mojego obecnego klubu z Podbeskidzie, to cieszy. Przeciwnik miał nad nami przewagę psychologiczną, ponieważ nigdy z Termalicą nie przegrał. Udało nam się wygrać i to jest najważniejsze, zdobyliśmy cenne punkty w kontekście walki o utrzymanie. kupczak (Rusek) SportoweBeskidy.pl: Był pan zawodnikiem Podbeskidzie przez kilka sezonów, był z tego klubu wypożyczany m.in. do GKS-u Tychy. Wrócił pan pod Klimczok przed startem sezonu 2013/2014, ale nie zdołał przekonać do siebie trenerów (10 występów w Ekstraklasie, 4 w pierwszym składzie). Czego wówczas zabrakło, aby zaistnieć w klubie, którego jest pan wychowankiem? M.K.: Był to dla mnie trudny okres. Wróciłem z Tychów po dobrym sezonie w I lidze [29 występów, wszystkie od pierwszej do ostatniej minuty – red.]. Liczyłem na to, że w Podbeskidziu otrzymam szanse, że będę grał. Niestety grałem mało, często na prawej obronie, a zdecydowanie lepiej czuję się w środku pola. Widocznie trenerzy, z którymi wtedy współpracowałem uznali, że w kadrze są lepsi środkowi pomocnicy. Robiłem swoje, starałem się z każdej minuty spędzonej na boisku, niezależnie od pozycji, wyciągnąć jak najwięcej. Nie ma co narzekać, lepiej patrzeć na pozytywy. Grałem dla klubu z rodzinnych stron, zdobyłem nowe doświadczenie, poznałem wiele osób, z którymi nadal mam kontakt. Drużynie Podbeskidzia życzę jak najlepiej. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będziemy nadal rywalizować w Ekstraklasie.

SportoweBeskidy.pl: Działacze Podbeskidzia, z prezesem Wojciechem Boreckim na czele, namawiali pana na powrót do klubu rok wcześniej... M.K.: Zgadza się. W pierwszym sezonie mojej gry w Tychach wywalczyliśmy awans do I ligi. Byłem podstawowym zawodnikiem drużyny prowadzonej przez Piotra Mandrysza. Uznałem, że dalsza gra dla GKS-u będzie dla mojego rozwoju lepszym rozwiązaniem. Trener Mandrysz miał do mnie zaufanie. Wracając do Podbeskidzia trafiłbym na niepewny grunt. Obawiałem się, że nie będę miał zbyt wielu okazji na grę w Ekstraklasie. Zostałem i nie żałuję. Grałem dużo, a sezon zakończyliśmy na szóstym miejscu. Spędziłem w Tychach dwa fajne lata, rozwinąłem się piłkarsko. Miałem w drużynie ugruntowaną pozycję, a w Bielsku nikt nie mógł mi zagwarantować miejsca w kadrze meczowej. kupczak (sobala) SportoweBeskidy.pl: Po sezonie 2013/2014 trafił pan do Termalicy, pod szkoleniowe oko... Piotra Mandrysza. Osoba trenera miała decydujący wpływ na decyzję dotyczącą kolejnego kroku w karierze? M.K.: Na pewno tak. Nie znałem środowiska i klubu z Niecieczy, ale znałem trenera, któremu ufałem. Bardzo dużo mu zawdzięczam. Spędziłem rok w Podbeskidziu, grałem mało, ale to była drużyna ekstraklasowa. Zdecydowałem się jednak na przenosiny do I ligi. To był dobry ruch. Celem była gra o awans. Dzisiaj jesteśmy w Ekstraklasie.

SportoweBeskidy.pl: Zaczynał pan przygodę z piłką w ŻAPN Żywiec, następnie grał w klubach z tego miasta – Koszarawie i Góralu. W połowie sezonu 2009/2010 trafił pan do Podbeskidzia. Któremu środowisku piłkarskiemu, żywieckiemu czy bielskiemu, zawdzięcza pan więcej? M.K.: Trudno jednoznacznie ocenić. W Żywieckiej Akademii stawiałem pierwsze kroki, spędziłem w niej 6 lat. Potem były wspomniane kluby z Żywca. Natomiast pierwszy profesjonalny kontrakt podpisałem z Podbeskidziem, długi, bo 5-letni. Można powiedzieć, że jestem wychowankiem Podbeskidzia, ale nie byłoby mnie w tym klubie, bez etapu żywieckiego i trenerów, którzy mnie wówczas szkolili.

SportoweBeskidy.pl: Jakie 24 letni piłkarz grający w podstawowym składzie Termalicy może mieć sportowe marzenia? M.K.: Wygraliśmy ważny mecz z Podbeskidziem, ale przed nami sześć kolejnych, których stawkę będzie pozostanie w Ekstraklasie. Na tym się skupiam. Nie wybiegam dalej w przyszłość, bo różnie ten sezon może się zakończyć. Oczywiście czarnego scenariusza nie zakładam. Przede mną i zespołem intensywny miesiąc. Na tym okresie chcę się skupić.

SportoweBeskidy.pl: Dziękuję za rozmowę. M.K.: Dziękuję. TSP Termalica (Barczyk)