Wraz z momentem dźwięku pierwszej syreny drużyna Rekordu starała narzucić rywalowi swoją filozofię gry, choć gospodarze wcale nie zamierzali cofnąć swoich szyków i liczyć jedynie na kontry oraz stałe fragmenty. Jest jednak mądre, polskie powiedzenie, a brzmi ono: "mierz siły na zamiary". I tego najbardziej zabrakło torunianom w dzisiejszym meczu. 

 

Ambicja to jedno, i tego absolutnie nie można gospodarzom odmówić, ale umiejętności to drugie. Jedna i druga cecha stała właśnie za "rekordzistami", którzy wynik meczu otworzyli w 7. minucie. Tomasz Lutecki z najwyższym kunsztem zamienił na gola świetne podanie od Stefana Rakicia. Chwilę później było już 2:0, gdy Michał Kubik nie dał szans golkiperowi z Torunia przytomnym strzałem z dystansu. Wynik do przerwy ustalił Mikołaj Zastawnik, który sfinalizował piękną akcję zainicjowaną przez Kubika oraz Pawła Budniaka. 

 

Po przerwie wydarzyło się coś niespodziewanego. W 23. minucie drużyna az Torunia pokusiła się o trafienie, które było skutkiem dekoncentracji defensywy Rekordu. Bielszczanie jednak więcej takich momentów w tym meczu nie mieli. 

 

Podrażnieni "rekordziści" ruszyli po kolejne bramkowe "łupy". W 25. minucie znów z bramki cieszył się Lutecki - tym razem były król strzelców Futsal Ekstraklasy dobrze odnalazł się w podbramkowym chaosie. Następnie w 34. minucie Matheus zaskoczył bramkarza miejscowych uderzeniem zza linii pola bramkowego. "Wisienką na torcie" była bramka Michała Marka po pięknej, indywidualnej akcji. Wychowanek Rekordu tym samym przypieczętował szóste zwycięstwo z rzędu.