
Zaskoczenie dużego kalibru
To skomplikowany ekstraklasowy sezon futsalowego mistrza Polski, który sezon zasadniczy zakończy najpewniej za podium, także w konsekwencji dzisiejszej straty punktów.
Niewiele wskazywało na to, że bielszczanom stanie się krzywda. Nie dość, że objęli prowadzenie w sobotnim starciu, to jeszcze było ono następstwem kilka obiecujących akcji zaczepnych, sprawiających wrażenie dominacji gospodarzy. Tu do odnotowania uderzenie Deli i parada Dawida Lacha, 2-krotne w krótkim odstępie czasu obicie aluminium bramki opolan, a wreszcie wspomniane otwarcie wyniku za sprawą Mikołaja Zastawnika w 13. minucie. I być może scenariusz idealny dla "rekordzistów" ziściłby się, gdyby nie fakt, że tuż po golu na 1:0 doszło do nieoczekiwanego wyrównania, o które postarał się Mateusz Mrowiec.
Śmielej zawodnicy Dremana poczynali sobie po zmianie stron. Zanim jednak kibice przecierali oczy ze zdumienia, fenomenalna parada Lacha zapobiegła trafieniu Zastawnika w 21. minucie. Niebawem próby podjęli także: Dela, Gustavo Henrique czy Stefan Rakić, ale golkiper przyjezdnych spisywał się bez zarzutu. Nadeszła wreszcie 30. minuta z bramkowym zyskiem... zespołu z Opola. Marek Bugański asystował, a Deyvisson skierował piłkę do siatki, co postawiło futsalistów Rekordu w trudnym położeniu. W 33. minucie Rakić wtórnie uderzył w słupek, ale 120. sekund później niemoc przerwał bramką wyrównującą Zastawnik. Mieli wtedy biało-zieloni wystarczająco dużo czasu, by dowieźć jednak swej wyższości...
Nic bardziej mylnego. W 36. minucie do grona strzelców dołączył Mateusz Matlęga, dając swojej drużynie iście sensacyjne zwycięstwo. W końcówce na hat-tricka polował Zastawnik - tu znów górą był Lach - zaś zawodnicy Dremana mogli skarcić gospodarzy przy ich grze va banque.